04.12.2015

Salon: strefa wypoczynku.

Wprowadziłam w salonie kolejne zmiany, które należą do gatunku drobnych, ale w sumie tworzą dosyć duży efekt końcowy. W oknach zawsze zawieszam zwiewne woalowe firany w jednolitych kolorach. Postanowiłam także ujednolicić poszewki na poduszki. Męczyły mnie wzory, nadruki, napisy, różnorodne faktury, czyli wszelaka pstrokacizna. Chciałam uzyskać efekt spokoju, harmonii i subtelnej elegancji. Uszyłam kilka kompletów poszewek w kolorach jasny beż, jasny popiel, grafit i tytan. Z tej samej tkaniny powstały bieżniki i serwetki. Na mój ukochany Ektorp skroiłam dwie dodatkowe narzuty polarowe, oprócz jasnobeżowego jest też komplet jasnoszary i śnieżnobiały. (Na zdjęciach widoczne są narzuty jasnoszare i w tym samym kolorze poszewki na poduszki).
Nad kanapą w końcu zamontowałam półkę, którą zrobiłam z długiej deski i dwóch żeliwnych wsporników. Wystarczyło tylko kilkakrotnie pomalować, a potem przez godzinę wiercić udarem w betonie... Na dole wsporników zawiesiłam dwie jednakowe, metalowe latarenki.
Za kwadratowym stolikiem pojawiły się ozdobne ramki, wykończone pięknymi wzorkami. Z wnętrza wianka wyłania się głowa jelenia (dziękuję Mamo).
-
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
-
No i oczywiście gwiazda tej części salonu, moja cudna, drewniana skrzynia, która przez ostatnie lata pełniła rolę ławki na przedpokoju. Musiałam przywrócić ją do formy. Trzykrotnie malowałam metodą suchego pędzla, trzema kolorami farb akrylowych: szarym, beżem i bielą. Na drugi dzień wieko skrzyni (w tym wypadku blat ławy) pokryłam trzema warstwami półmatowego lakieru, reszta mebelka dostała po dwie warstwy.
Na ścianie nad meblami wiszą jedynie symetrycznie względem siebie lustrzane kinkiety. Pomiędzy nimi „powinien” znajdować się telewizor, ale... nadal tak dobrze jest mi bez niego :)
Przestrzenny, drewniany napis HOME pomalowałam z jednej strony na czarno, dzięki czemu mogę go ustawiać w dwóch wersjach kolorystycznych.
-
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
-
To chyba na tyle jeśli chodzi o zmiany w części wypoczynkowej salonu.
Jak widać właściwie wszystko powstało za przysłowiowe grosze. Wystarczyły „materiały” i praca własnych rąk a zyskałam całkiem odmienione oblicze pokoju, który na nowo pokochałam ;)
A tak było jeszcze niedawno: wypoczynek na dwóch ścianach, regały i półki ażurowe, ogromne podnóżki, pstrokate poduchy...
-
-
To ja teraz zapalę kilka świec,
kadzidełko o zapachu pieczonego jabłka z cynamonem
i odwiedzę Wasze blogi :)
Kolejny post niebawem! Pa!