06.12.2015

Salon: strefa jadalni.

No i już wyjaśniło się, co jest w części salonu, której od jakiegoś czasu nie pokazuję ;)
Miałam dwa WIELKIE – małe domowe marzenia; pierwszym była sypialnia z wymarzonym kutym łóżkiem, drugim jest (a raczej był) stół. Obydwa spełniłam w tym roku, czyli mogę go chyba zaliczyć do udanych? ;)
Marzenie o stole znacznie przybrało na sile, odkąd zamieszkałam w domku męża i większość czasu spędzałam przy stole w kuchni. Można by rzec, że życie toczyło się właśnie wokół niego. Po powrocie do mojego „m” strasznie brakowało mi tego mebla. Zrobiłam wszystko co mogłam, aby móc cieszyć się namiastką jadalni. Największy problem stanowiło wydzielenie miejsca na rzecz, która wcale nie zalicza się do małych. Zrobiłam totalną rewolucję w salonie, bo właśnie tutaj miała powstać strefa jadalni.
-
-
Ustawiłam narożnie wypoczynek, meble przestawiłam na inną ścianę, robiąc tym samym miejsce na nowy nabytek. Ponieważ jestem osobą oszczędną i praktyczną, wszystkie przedmioty, których chciałam się pozbyć, po prostu sprzedałam. A trochę tego było: dwa ogromne podnóżki Ektorp, dwa drewniane regały Lupo, dwie dwupoziomowe półki Lupo, okrągła szklana ława, dwa taborety – hokery, maszyna do szycia (z której nie korzystałam bo wszystko szyję w rękach!) oraz kilka ozdobnych kompletów poszewek na poduszki. Uzyskana ze sprzedaży kwota w całości wystarczyła na planowany zakup. Mało tego, wystarczyło jeszcze na zakup nowej lampy! JUPI! :D
Ale... stół, którego szukałam musiał być idealnie taki jak z marzeń...
Musiał być przede wszystkim okrągły, masywny, ciężki, duży, posiadać cztery stabilne nogi, czyli absolutnie nie mógł stać na tzw. „kurzej nóżce” niczym domek Baby Jagi ;) Poszukiwania trwały kilka tygodni. Właściwie graniczyło z cudem aby trafić na komplet w całości zrobiony z litego drewna, odpowiadający moim preferencjom i co ważne, za przyzwoitą sumę!
-
-
Gdy „odkryłam” Pana Leszka Szulca, człowieka, który pośród Borów Tucholskich, obok tartaku ma swoją pracownię stolarską, specjalizuje się w tworzeniu pięknych, różnorodnych stołów i krzeseł, przepadłam...! Obejrzałam całą ofertę asortymentu i właśnie tam wypatrzyłam mój wymarzony stół z krzesłami. Kontakt z Panem Leszkiem był czystą przyjemnością; rzetelność, sumienność, dokładność, bardzo miła aparycja, jednym słowem pełen profesjonalizm. Na życzenie klienta można indywidualnie dobrać kształt, wymiar, wysokość stołu, grubość blatu, kolor wykończenia. To samo tyczy się krzeseł.
Mój stół ma średnicę 110 cm, jest nierozkładany, gdyż nie chciałam charakterystycznego „przecięcia” przez środek blatu. Krzesła są duże, wygodne, masywne i bardzo stabilne. Siedziska są dokładnie takiej samej grubości co blat stołu i mają ten sam rodzaj wykończenia (frezu).
Porównałam bardzo popularne krzesło z "sieciówki" (które stało u mnie przy stoliku komputerowym) z krzesłem od stołu... SZOK! To z marketu wygląda jakby było zrobione z deseczki i patyczków, jest lekkie i dużo mniejsze we wszystkich możliwych wymiarach. Dodatkowo krzesła od Pana Leszka nie mają żadnych szpecących śrub montażowych. Zresztą, sami zobaczcie...
-
 -
 -
 -
 -
-
Jestem bardzo, ale to BARDZO ZADOWOLONA! Co tam radość, ja jestem wręcz ZAKOCHANA w moim dużym, pięknym, białym, solidnym, okrągłym stole :D (Wybaczcie, ale muszę dać upust radości) ;)
Kochani, gdyby ktoś z Was szukał swojego wymarzonego, solidnie zrobionego stołu bądź krzeseł, to z czystym sumieniem polecam ofertę Pana Leszka. Dla osób zainteresowanych podaję link na ogłoszenie OLX:  http://olx.pl/oferta/stol-okragly-4-krzesla-calosc-z-drewnasosna-CID628-IDaXXMJ.html#34a72c5852
Przy okazji pragnę zaznaczyć, że post ABSOLUTNIE w żaden sposób NIE JEST SPONSOROWANY! Za mój komplet zapłaciłam w całości pełną kwotę. Już kiedyś pisałam na blogu, że jeśli kupię coś bezpośrednio od producenta, a w moim przekonaniu będzie to produkt w 100% wartościowy i spełniający moje oczekiwania, będę wspominała o tym na łamach bloga. W ten sposób chcę wspierać zdolnych i utalentowanych ludzi, którzy tworzą wyjątkowe i bardzo dobrej klasy rzeczy za przystępne kwoty. To tyle. Panie Leszku, jeszcze raz bardzo dziękuję :)
-
-
Oczywiście zakup stołu to nie koniec rewolucji, bo czym byłby stół bez oświetlenia?!
No właśnie, lampa już jest, nawet wisi na starym haku po świeczniku ale na razie jako atrapa. Czekam na wizytę Pana Elektryka, który z jednego źródła prądu na suficie zrobi mi dwa górne, niezależne oświetlenia. Dodatkowo na ścianie przy której stoi stół będzie zamontowane lustro pomiędzy kinkietami, gdzie znajdzie odbicie ściana okienna. Uzyskam w ten sposób dodatkowe źródło dziennego światła i wrażenie głębi przestrzeni. Wszystko mam zamiar dopiąć w terminie do połowy grudnia.
-
 -
 -
 -
 -
 -
-
Na wąskim odcinku ściany, pod wiszącym zegarem wyraźnie mi czegoś brakowało. Myślałam o galerii, lub o małym, płytkim regaliku. Ale ostatecznie bitwę wygrała zwykła, malarska drabina, która służy za rusztowanie na zmieniające się dekoracje. Wystarczyło ją tylko pobielić...
-
 -
 -
 -
-
Stół przeszedł chrzest. Był rodzinny obiad, niespieszne śniadania, kolacje przy świecach i całkiem spora ilość wypitych kaw i herbat. Nie ma dnia abym przy nim nie przesiadywała. Oczywiście dzisiejszego posta także piszę właśnie z tego miejsca, już nie wyobrażam sobie inaczej :)

Następnym razem pokażę Wam małą metamorfozę leciwej łazienki.
U większości z Was trwają już przygotowania do świąt.
Tworzą się przepiękne dekoracje bożonarodzeniowe.
Myślę, że też niebawem „ruszę z kopyta” ;)
Pa pa :)