11.12.2015

Wanna czy kabina?

Maleńka, stareńka, tylko tym razem „łazieńka” ;)
Gładkie i jednolite w fakturze, czekoladowe kafle już kilka lat temu ozdobiłam wzorkiem, nadając pomieszczeniu zupełnie inny charakter. Na lustro nakleiłam a'la szprosy i w ten prosty sposób uzyskałam coś w rodzaju okienka. Po latach zamarzyła mi się kabina. Uwielbiam wannę i długie wylegiwanie się w pachnącej pianie, ale te chwile rezerwuję sobie tylko i wyłącznie zimową porą. Latem, kiedy upały wykańczają mnie w dosłownym tego słowa znaczeniu marzę o częstych, szybkich i chłodnych prysznicach. To jeszcze nie ten moment, kiedy mogłabym wrzucić granat do pomieszczenia, cofnąć się kilka metrów wstecz, zatkać uszy i poczekać na wybuch, aby później ruszyć do dzieła i od podstaw stworzyć nową łazienkę na miarę moich potrzeb. Zatem co? Kompromis! :) Wystarczył drążek rozporowy i dobra gatunkowo zasłonka, uszyta z grubszej, impregnowanej tkaniny. Montaż zajął mi ok 10 minut. Oczywiście drążek tego typu można montować w sytuacji kiedy wanna usytuowana jest od ściany, do ściany. Mam teraz kabinę, że ho ho! Całe 180 cm długości, w której można „zaszaleć” we dwoje a nawet troje! Powiedziałam (napisałam) troje??? O nie, żadne trójkąty nie wchodzą w grę!!! ;) Zasłonka wysycha w pół godziny i przez cały dzień wisi w formie spiętej, ozdobnej kotary, która dodatkowo maskuje piecyk gazowy.
Muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się ta forma kabiny i bardzo żałuję, że nie zrobiłam tego dużo, dużo wcześniej...
-
 -
-
 -
-
W sypialni też drobniutka zmiana...
Metalowa tarcza zegarowa, którą za grosze kupiłam na starociach, zdobi kącik nad stolikiem komputerowym. A pamiętacie stojak – mini konsolkę, którą zmontowałam z elementów zakupionych na targu? Stała przez dobrych kilka lat w salonie obok kanapy. Metalowa nóżka to kwietnik, blat to żeliwna taca, a „klatka” była kiedyś abażurkiem lampki. Teraz powędrowała do sypialni. Aby bardziej wpasowała się w klimat, przemalowałam ją na czarno. Pod metalową kopułką umieściłam flakoniki z perfumami. Pamiętam, jak moja Babcia uwielbiała psiknąć perfumkę na rąbek poduszki, aby milej było układać się do snu. Ja robię dokładnie tak samo co i Wam polecam :)
-
 -
 -
-
Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem tych zdjęć. Słoneczko pięknie świeciło, rzucając cudowne światłocienie. Swoją drogą, dobrze, że krzyż po Babci zamieszkał teraz w sypialni. Czuję się dużo bezpieczniej podczas samotnych nocy...
-

Trzymajcie się zdrowo.
12 grudnia, czyli jutro zjawi się u mnie Pan Elektryk.
Po Jego wizycie czekają mnie wielkie świąteczne porządki.
A teraz uciekam pod ciepły prysznic ;)