10.11.2015

Metamorfoza kuchni.

Maleńka, stareńka i chciałoby się dodać „kucheńka”, czyli oczywiście moja kuchnia.
Ma zaledwie 3 metry długości, a szerokość stanowi maksymalna rozpiętość męskich rąk.
Minusem jest to, że mam bardzo ograniczoną możliwość przechowywania, ale do ogromnych plusów mogę zaliczyć fakt, że wszystko mam w zasięgu ręki. Przy gotowaniu nie nadrabiam kilometry ;)
Kuchnię niemal w całości otrzymałam po Rodzicach, pamięta jeszcze czasy, kiedy chodziłam do szkoły średniej! Właściwie zmieniłam jedynie lodówkę, zlewozmywak, dokupiłam mikrofalówkę oraz zrobiłam blat roboczy, który także z powodzeniem służy jako miejscówka do spożywania posiłków. Tak bardzo lubię ten zestaw mebli, że jeszcze do głowy mi nie przyszło aby je wymienić na nowszy model, zważywszy, że nadal są w bardzo dobrym stanie. Za to bez najmniejszych obiekcji dokonuję na nich wszelkich metamorfoz. Miałam już kuchnię marmurkową, w lamparcie cętki, drewnopodobną, brązowo – białą, a obecnie całkowicie białą. Plan przemalowania wszystkiego łącznie z kuchenką gazową chodził mi po głowie już od dłuższego czasu, aż w końcu doczekał się realizacji właśnie teraz.
Przy okazji postanowiłam wymienić drewniane hokery – taborety i zastąpić je większymi i wygodniejszymi hokerami – krzesłami. I w tym miejscu ukłon w stronę naszej blogowej koleżanki Uli (Ushii), bo kultowe hokery rodem z Ikea nabyłam po bardzo atrakcyjnej cenie właśnie od Uli.
Uleńko, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, nadal jestem z nich zadowolona, są mega cudne i wygodne, dziękuję :)
Reorganizację przeszła także kuchenna galeria. Poprzednio wisiała w jednym, długim rzędzie, teraz jako zestaw dwurzędowy prezentuje się o wiele lepiej. Wieczorami można „zaszaleć” i doświetlić obrazki kinkietami zrobionymi z metalowych podstawek pod szklanki.
-
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
-
Dla przypomnienia, tak wyglądała kuchnia w ostatniej odsłonie,
czyli wersji brązowo – białej z taboretami...
-
 -
 -
-
Znowu podjęłam rygor żywieniowy, czyli wróciłam do diety, a uściślając zmieniłam styl odżywiania. Obecnie całkowicie wyeliminowałam z diety pieczywo, omijam ziemniaki i makarony. Staram się nie jeść słodyczy i ogólnie ograniczyłam spożycie cukru. Uwielbiam ten cudowny komfort psychiczny, gdy spodnie w pasie odstają mi na ok 10 cm, i bez problemu ściągam je w toalecie bez rozpinania (jak się zapomnę) ;) Nie muszę dodawać, że w parze z komfortem psychicznym idzie fizyczny; dużo lepiej się czuję, lepiej sypiam, cera zyskała na ogromny plus i samoocena podskoczyła w górę ;)
-
 -
-
Przy metamorfozie kuchni, idąc za ciosem wprowadziłam sporo zmian w salonie, który teraz różni się od tego co widać na załączonych zdjęciach. Oczywiście wszystko powstało za przysłowiowy grosik z dużym udziałem pracy moich własnych rąk. Ale o tym będzie osobny post.
-
 -
 -
-
Mamy w tym roku przepiękną jesień!
Dlatego łapię za aparat i wybywam z domu.
Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu Kochani :)