18.07.2015

Nadmorski klimat...

Rodzice wrócili znad morza wypoczęci, szczęśliwi, z dużą dawką pozytywnej energii i setką zdjęć. Oglądając je na ekranie monitora poczułam nieodpartą chęć zobaczenia morskich fal, poczucia chłodnej bryzy na skórze, powiewu wiatru we włosach... No cóż, w tym roku z pewnością nad morze nie pojadę, ale od czego mam wyobraźnię! Morskie fale urządziłam sobie myjąc naczynia, oj były fale, a jaka piana była! Bryzę poczułam biorąc wieczorny chłodny prysznic, a wiatr we włosach miałam każdego dnia od rana do późnych godzin wieczornych... z wentylatora! Do pełni szczęścia brakowało mi jedynie wizualizacji, dlatego na potrzeby chwili powstała taca z nadmorskim klimatem. Wieczorem zapalam świeczki i zamiast gapić się w ekran telewizora (którego już „niet”), wpatruję się w muszelki i rozgwiazdy. A jak już się tak porządnie napatrzę, to jej tak nienawidzę! Oj, wróć, to był cytat z „Kargula i Pawlaka". No więc jak już się napatrzę, to przenoszę się do łóżka w sypialni aby kontynuować wpatrywanie się w gwiazdy na niebie. Raj na ziemi! Człowiekowi naprawdę niewiele do szczęścia potrzeba... ;)
-
 -
 -
 -
-
Panują w naszym kraju afrykańskie upały. Ludzie, czy Wy też tak źle znosicie żar lejący się z nieba? Myślałam, że w tym roku polegnę na amen i już nigdy gwiazd na niebie nie zobaczę :( Matko jedyna kochana, jak ja nie lubię upałów! Jak ja nie lubię skwaru! Jak ja nie cierpię duchoty! Jak ja nie znoszę przez to wszystko lata!!! O Boziu, chyba się naraziłam większości odwiedzających mojego bloga... No cóż, w końcu to MÓJ blog i mogę się na nim wyżalić od czasu do czasu, prawda? ;)
Na taką paskudną aurę najlepsze są chłodne śniadania, np. płatki na mleku prosto (od krowy? Nie!) z lodówki. Owoce, warzywa i twarożki, ze wszystkimi możliwymi dodatkami: rzodkiewka, szczypiorek, czerwona cebulka, pomidor, ogórek i co komu w ręce wpadnie.
-
-
Moje biedne Maluchy także stanowczo mówią NIE Afryce w Polsce!!! A, broń Boże, nie są rasistami! Ramziu kolorem skóry upodabnia się do Chińczyka a czarna Gajka do Murzynki, ale i dla nich co za dużo to nie zdrowo. Biedactwa całymi dniami leżą pokotem na chłodnych panelach, owiewani morskim podmuchem z wentylatora i nie mają sił nawet główki do góry podnieść. Muszą przy tym zachować bezpieczną odległość od siebie, co by się nie dogrzewać jedno od drugiego.
Wieczorem, jak temperatura za oknem spadała z plus 36 na plus 26 (o zgroza jak tu spać!) to nadrabiali całodobową rozłąkę tuląc się do siebie na potęgę.
-
-
Mówiłam już, że nienawidzę upałów? Nie? No więc teraz mówię, że to jest dla mnie najgorsza z pór roku. Zimę uwielbiam, wiosnę i jesień lubię, ale lata szczerze nie cierpię!
Dlaczego??? Ha ha, dobre pytanie! Głowę ból mi rozsadza 24h/dobę. Bardzo źle się czuję, mam zawroty, nudności, omdlenia, zaburzenia wzroku. Jestem tak słaba, że praktycznie nie funkcjonuję. Dopiero teraz zaczynam powoli pojmować dlaczego mój organizm tak reaguje na upał...
To chyba wystarczające powody, by nie trawić afrykańskiego powietrza.
***
Jakiś czas temu zrobiłam coś, czego na blogu nie pokazałam. Pomalowałam moje drzwi do mieszkania, na biało oczywiście. Są solidnie obite deskami, które po latach trzeba było odświeżyć. Mam teraz całkowicie skandynawski dizajn. Po zewnętrznej stronie wisi „surowy” w formie wianek; jutowy sznur i metalowe serduszka. Całkiem fajnie to wyszło ;)
-
-
Co ja tu jeszcze miałam? To przez te skwary na pamięć mi się rzuciło...
A właśnie, miałam pokazać moich zawsze uśmiechniętych Rodziców. Patrząc na tą jeszcze ciepłą fotografię mam wrażenie, że z roku na rok Ich uczucie staje się mocniejsze niż w roku poprzednim. Czy to w ogóle jest możliwe? Oczywiście, że TAK, mam tego dowody! Pozdrawiam Was Kochani, gruchajcie sobie nadal jak te dwa gołąbki :*
-
-
Hmmm, nie pamiętam... 
Czy ja już kiedyś Wam pisałam o tym jak bardzo NIENAWIDZĘ upałów? 
Nie??? No to napiszę o tym w kolejnym poście ;)

A teraz żegnam się z Wami i trzymajcie się dzielnie, 
bo ja po dzisiejszym dniu jestem ledwie żywa :(