13.07.2015

MetaLOVE...

W maju były moje urodziny, w czerwcu imieniny, a w lipcu... przyszła pora na spełnienie marzenia, które tkwiło we mnie od bardzo wielu lat. W końcu sprawiłam sobie metalowe łoże! Wiecie jak smakują pierwsze truskawki, na które czekamy okrągły rok. Ja na swoje łóżko czekałam całe 20 lat, bo tyle czasu Syn zajmował pokoik, który w wersji ostatecznej i docelowej miał być sypialnią. Mieszkanko nie jest z gumy, a pokoje za nic w świecie nie chciały się rozmnożyć z dwóch sztuk na trzy! Boże co za radość, a jaka ulga dla kręgosłupa! Zero rozkładania i składania, zero chowania i wyciągania pościeli, wygodny, sprężynowy materac, na którym odpoczywa każdy centymetr mojego ciała.
Chyba nikogo nie dziwi fakt, że wybór padł na metal, a nie opcję drewnianą czy tapicerowaną. Uwielbiam ten „materiał” stosowany w dekoratorstwie wnętrz. Moje mieszkanko obfituje w stal, żeliwo, mosiądz i miedź (malowane na biało), cynę, aluminium czy plater. Jest pod postacią lamp, świeczników, latarenek, lampionów, wazonów, tac, ramek na zdjęcia czy małego, okrągłego stolika kawowego. Długo wertowałam strony internetowe w poszukiwaniu tego MOJEGO wymarzonego modelu. Musiało być proste w formie, z niezbyt wysokim zagłówkiem i frontem. Od początku zakładałam, że ozdobię je (jak niektóre przedmioty w sypialni) moim ulubionym akcentem – łańcuchem.
-
 -
 -
-
Łańcuch za pomocą białej, perłowej tasiemki zamontowałam w zagłówku i froncie łóżka. Ponieważ mebel stoi pod oknem gdzie swoje miejsce ma żeliwny kaloryfer (jak na ironię przedmiot z żeliwa, którego widoku nie znoszę!) musiałam wykombinować coś, co jednocześnie zasłoni grzejnik i tym samym będzie ciekawym tłem dla ekspozycji prętów łóżka i ozdobnego łańcucha. Uszyłam dwuwarstwowy parawan z białej siateczki i czarnej, grubej koronkowej tkaniny. Po zamocowaniu stwierdziłam z radością: „tak, teraz to jest MOJE łóżko” :D
Nie wiem jak całość odbieracie na zdjęciach, ale w realu jest przepięknie!!!
-
 -
 -
 -
 -
-
Oczywiście tak jak się tego spodziewałam, nie dysponowałam żadnym nakryciem na tyle dużym aby przyzwoicie zaścielić łóżko. Szukałam w internecie tylko i wyłącznie wzorów w kolorze b&w. Gdy trafiłam na serię „zwierzęcych” motywów, już wiedziałam, że któryś będzie mój. Uwzględniłam trzy: śnieżną panterę, zebrę i naszą poczciwą "mućkę Kargulową". Kilka dni „biłam się" z myślami zanim postanowiłam, że będę wylegiwać się na miękkiej i puszystej śnieżnej panterze.
Przy okazji zmian manekin dostał nowe ubranko – zwiewną białą sukienusię. W sypialni pojaśniało ;)
-
 -
 -
 -
 -
 -

***
A teraz słów kilka o samym „bohaterze” dzisiejszego posta...
Łóżko jest naszym rodzimym produktem, wypatrzyłam je na aukcjach Allegro u użytkownika "DECORELLA" (klik). Właścicielką firmy produkującej przedmioty kute z żeliwa jest Pani Elżbieta Łempicka. 18 lat w branży jest dzisiaj świadectwem jakości. Łóżko jest bardzo, ale to bardzo stabilne, zrobione z dbałością o najdrobniejszy szczegół. Nie skrzypi, absolutnie nic nie trzeszczy, pasuje idealnie pod dany wymiar materaca. Firma wychodzi naprzeciw potrzeb klienta, i wiem, że na życzenie można dostosować wymiar łóżka, wysokość zagłówka lub frontu czy ilość ozdobnych elementów. Ja na przykład poprosiłam aby moje łóżko było wykonane w macie a nie jak w większości przypadków w pół połysku. Kontakt z Panią Elą był natychmiastowy a ja czułam się na każdym polu realizacji zamówienia w pełni usatysfakcjonowaną klientką. Dziękuję :) A jest za co, bo od kiedy mam łóżko z prawdziwego zdarzenia mój sen jest głębszy a ja wstaję rano wypoczęta.
I jak Wam się podoba moi Drodzy? ;)