07.05.2015

Łańcuchowe szaleństwo.

Gdy przed kilkoma laty urządzałam pokój dorastającemu Synowi, który wówczas bardzo interesował się tematyką rycerstwa, szukałam łączącego ogniwa do tego wnętrza. Pomysł z metalowymi, wypalanymi łańcuchami spodobał się nie tylko właścicielowi pokoju.
Od tamtej pory, przez lata pielęgnowałam w sobie myśl, że jak kiedyś doczekam się swojej wymarzonej sypialni, ów motyw będzie przewijał się tu i ówdzie.
Łańcuchy zdobią lampę sufitową, kinkiety i świecznik wiszący. Są główną ozdobą stojącej lampy naftowej, którą przerobiłam na wersję wiszącą z wkładem na świeczki tea-light (ze względów bezpieczeństwa). Na łańcuchach wiszą też samodzielnie wykonane lampiony i latarenka, są także ozdobą samą w sobie kompozycji nad komodą. Lubię ten motyw.
Po ostatniej przeróbce kompletu lampek, przyszła kolej na następne, wysłużone lampki, które przez lata stały w salonie na meblach. Od razu wiedziałam co z nimi zrobię, dobrze, że w skrzyni miałam w zapasie ok 3 metrów łańcucha...
-
 -
 -
 -
 -
-
Cała reszta łańcuchowego szaleństwa ;)
-
 -
 -
 -
 -
-
A wieczorową porą...
Wtedy zagłębiam się w sobie...
Słucham, oddycham, rozmyślam...
To jest mój świat...
-
 -
 -
 -
-

Chodzi mi po głowie kolejna mała przeróbka.
Przyniosłam już z piwnicy farby akrylowe, pędzle i wałki.
Teraz czekam na wenę i trochę lepsze samopoczucie.
Wiecie co mnie tak ostatnio motywuje do pracy? Ludzie! Ludzie, którzy przychodzą oglądać mieszkanie. Umawiają się ze mną telefonicznie na 15 minut, a potem siedzą, siedzą i siedzą. Ja nie mam sumienia ich wypraszać, a oni mówią, że ciężko im opuścić tak przytulne lokum. Dla mnie są to największe dowody na to, że moje wysiłki idą w dobrym kierunku :)

Przede mną kolejna wizyta u lekarza.
Zamierzam tego dnia wybrać się przy okazji do naszego największego parku.
Jeśli tylko będzie słoneczna pogoda, zaproszę Was na spacer :)