21.04.2015

Prawie sypialnia.

Nie jeden raz wspominałam na blogu, że marzę o sypialni. O pokoju, w którym nie tylko będę oddawała się objęciom Morfeusza, ale także odpoczywała, relaksowała się przy muzyce czy zatapiała się w mądrych treściach słowa pisanego. Syn od sierpnia zeszłego roku mieszka w Warszawie, pokój stoi pusty i praktycznie nie używany, a ja nadal męczę się każdej nocy z rozkładaniem i rozścielaniem łóżka w salonie. Chyba nie docierało do mnie, że moje jedyne dziecko już ze mną nie mieszka. Aż pewnego dnia olśniło mnie...
Pokój jest mały, w formie idealnego kwadratu o wymiarach 3x3. Okno usytuowane jest dokładnie na środku ściany naprzeciw wejścia. Rozłożyłam (na stałe) dwuosobową kanapę, na której spał Oskar, ustawiłam ją centralnie pod oknem, czyli na środku pokoju dzięki czemu mogłam w pełni wykorzystać pozostałe trzy ściany. Przy takim ulokowaniu zmieściły się wszystkie meble; trzy komody, stolik z laptopem oraz powstał mały kącik kawowy w miejscu gdzie poprzednio stała złożona kanapa. Dodatkowo przewiesiłam kilka drobiazgów na ścianach, pojawił się zegar, który wcześniej wisiał w kuchni, kalendarz ścienny otrzymał nowe miejsce. Nie jest to jeszcze wymarzona sypialnia, bo brakuje w niej najważniejszego – łóżka z prawdziwego zdarzenia! Ale wszystko w swoim czasie ;) Na obecną chwilę cieszę się „nowym” pokoikiem ogromnie! :D Mam PRAWIE swoją wymarzoną SYPIALNIĘ, choć wiem, że w tym przypadku „prawie” robi wielką różnicę...
-
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -

A o jakim łóżku marzę?
O metalowym, kutym, czarnym, bardzo prostym w formie, pasującym do wystroju pokoju,
w którym łączącym ogniwem są żeliwne elementy i ozdobne łańcuchy...
(fot. internet - strona producenta)

W kolejnym poście pokażę jakie lampki zrobiłam do sypialni z tego co było pod ręką.