19.04.2015

Parkowe alejki.

Ponieważ od jakiegoś czasu uskuteczniam maratony „od lekarza, do lekarza” staram się aby te dni chociaż trochę były przyjemniejsze, bo sama wizyta w gabinecie lekarskim nie należy do przyjemnych. Kto lubi chodzić „po lekarzach”? Chyba nikt. Dlatego tak organizuję sobie trasę, aby zawsze zahaczyć o park. To jedne z nielicznych miejsc, gdzie można w pełni zjednoczyć się z naturą. Mamy w mieście cztery parki; trzy duże i jeden ogromny, płynnie łączący się z lasem.
Ostatnio upajałam się przedwiośniem w „Parku Centralnym”, teraz kolej na „Park nad Fosą”, gdzie widok urozmaicają stare drzewostany, kamienne alejki, fontanny czy zróżnicowanie wysokości terenu. To był piękny, słoneczny dzień z przecudną tęczą przy bryzie wody z fontanny...
-
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 -
 
Ale mam też dla Was pewną przestrogę Drogie Koleżanki...
Otóż jednym z gabinetów lekarskich jakie ostatnio „nawiedzam” jest lekarz dermatolog. Nabawiłam się choroby zwanej „trądzik różowaty”, która wbrew nazwie nie ma nic wspólnego z trądzikiem. W zeszłym roku cały sezon wiosenny i letni przebywałam w domku Męża. Dosyć dużo czasu spędzałam na dworze, na słońcu. I to właśnie parzące promienie w połączeniu z osłabionym organizmem wywołały tę chorobę. Nigdy nie lubiłam bezpośredniego działania słońca, źle wpływało na moje samopoczucie. Chyba podświadomość podpowiadała mi, że nie ma dla mnie zbawiennego wpływu i oto dowód. Moja twarz (trądzik różowaty atakuje skórę twarzy) stała się przekrwiona, pokryta setkami czerwonych krostek, między którymi są liczne miniaturowe pęcherzyki przypominające stany ropne. Skóra na policzkach była napięta, czasem boleśnie piekąca i tak przesuszona, że tworzyła „mapkę” przypominającą wyglądem skorupę żółwia. Leczenie trwa ok 6 miesięcy i jest drogie. Na pierwszej wizycie lekarskiej pani doktor przepisała mi 8 opakowań różnych tabletek, w tym silny antybiotyk, oraz 5 „smarowideł” bezpośrednio na miejsca zmienione chorobowo. Za pierwszy pakiet medykamentów zapłaciłam 200 zł. Niestety, nie jestem odosobnionym przypadkiem. Okazuje się, że bardzo często ten rodzaj schorzenia atakuje kobiety ok 35 – 45 roku życia. Dlatego Dziewczyny uważajcie i nie przesadzajcie ze słońcem! Bardzo ważne są filtry ochronne, ja z polecenia lekarza już zaopatrzyłam się w krem z faktorem 50. Bez niego nie ma mowy abym wyszła z domu w słoneczny dzień. Do pełnego wyzdrowienia jeszcze daleka droga, dopiero jestem w pierwszym miesiącu terapii.
Zamieszczam Wam zdjęcie mojej twarzy, tak ku przestrodze...

(zdjęcie z telefonu, w trakcie leczenia)

Trzymajcie się zdrowo i pamiętajcie, że wszystko w nadmiarze jest szkodliwe, nawet słońce.