19.12.2014

Stało się...

Trochę przeciągnęło się w czasie, ale wreszcie stało się...
17 listopada sprzedaliśmy dom i zaczynamy nowe życie. Ale zanim to nastąpi czeka nas rozłąka, jak długa, czas pokaże. Kupiliśmy przytulne, niewielkie mieszkanko na poddaszu dla Teściowej, w którym z uwagi na pracę Mąż zamieszkał tymczasowo z Mamą. Ja zaś w ostatnich dniach listopada wróciłam do swojego „m”, gdzie po świętach rozpocznę kolejną akcję sprzedaży nieruchomości.
 
Opuściłam dom niczym ptak gniazdo...
 
Nawet niebo wygląda inaczej...
 
Miejski krajobraz jest zdecydowanie mniej atrakcyjny...
 
Po równych ośmiu miesiącach spędzonych u boku Męża znowu wylądowałam w swojej „samotni”. Połówek 100 km ode mnie, Syn aż 400... :( Aby nie zwariować od razu po przyjeździe rzuciłam się w wir prac domowych. Po tylu miesiącach „niebytu” całe mieszkanie pokryło się grubą warstwą wszędobylskiego kurzu. Wyglądało to tak, jakby całe domostwo oprószone było mąką. Kilka dni zajęło mi doprowadzenie go do stanu używalności. Oczywiście czekało na mnie kilka niespodzianek w postaci cieknącego „kibla”czy kapiącego kranu w zlewie. Od dawna nosiłam się też z zamiarem przemalowania moich drewnianych drzwi wejściowych. Papier ścierny, pędzel, taśma ochronna i mam śnieżnobiałe deski w stylu skandynawskim ;) Gdy uporałam się ze wszystkimi pilnymi pracami przystąpiłam do bardzo ambitnego planu „odgruzowania” mieszkania z wszelkich „dóbr” które nagromadziłam w swoim dorosłym życiu. Co to oznacza? Ano TOTALNY REMANENT! Każde pomieszczenie, każda szafka, szafeczka, szuflada, szufladka i szufladeczka zostały dokładnie „przekopane”. Najmniejszy zakamarek pieczołowicie prześwietlony, a najmniejsze pudełeczko zlustrowane aż po dno. Segregacja trwała kilka dni. W sumie wyrzuciłam na śmieci (UWAGA!) ponad 10 worków 35-litrowych różnych różności! W czeluściach pawlaczy zalegały tapety, okleiny, pudła po sprzętach. Samych ciuchów wyniosłam 4 worki. Pracy było sporo, na szczęście czarną robotę mam już za sobą, zyskałam spokój duszy, ogromną ulgę, sporo luzu w meblach i poczucie, że na nowe lokum zabiorę ze sobą tylko potrzebne i przydatne rzeczy.
 
 
Mężulo obiecał co dwa tygodnie przyjeżdżać do Żonki, w święta spędzimy razem aż naście dni, na co się ogromnie cieszę. A Synuś? Praktycznie co tydzień dostaje przepustkę z Akademii i pędzi Pendolino do domu co mi nie daje spokojnie spać. Mam ogromne wątpliwości, czy kolos pędzący po polskich szynach z prędkością dochodzącą miejscami do 300km/ha to bezpieczny środek transportu??? Odpowiedź sama się nasuwa i nie jest to niestety pozytywne skojarzenie :( Jeśli przez kolejne lata nauki mam się tak zadręczać (a jestem z tych, co to na wyrost rwą włosy z głowy) to czarno widzę mój spokój duszy... :(

Mam nadzieję, że do Świąt jeszcze uda mi się napisać co nieco, pokazać tekstylia w szarym odcieniu i dekoracje świąteczne, wśród których znalazło się także kilka nowości.
Na chwilę obecną cieszę się nadchodzącymi świętami, dekoruję każdy zakamarek i upajam się atmosferą blasku świec i sączącej się nastrojowej muzyki. To mój najukochańszy okres w roku! Brakuje mi jedynie białego puchu, lekkiego mrozu i najbliższych u boku. Czekam na Panią Zimę z utęsknieniem! :)
 
Jak widać na załączonym obrazku do świąt jestem należycie przygotowana ;))

A teraz chwila na prywatę...
Kochana Małgoniu (Małgorzata T. z W-wy) napisałam do Ciebie kilka maili z prośbą o podanie numeru telefonu, koniecznie chcę do Ciebie zadzwonić. Nie wiem czy moje wiadomości do Ciebie dotarły, gdyż pozostały bez odpowiedzi... Z całego serca dziękuję za pamięć, za kolejną piękną kartkę świąteczną. Ściskam Ciebie i Twoje cudne Pannice życząc Wam Radosnych Świąt.

Wszystkim pozostałym odwiedzającym „BLACK – WHITE home and me”
 osobiście złożę życzenia tuż przed samymi świętami, zatem wrócę tu niebawem... :)