10.09.2014

Sprzedajemy dom!

Od stycznia tego roku staramy się sprzedać dom. Gościliśmy u siebie wielu „odwiedzających”, potencjalnych zainteresowanych kupnem starego domu. Czułam się jak doświadczony przewodnik oprowadzający po skansenie i opowiadający historię każdego zakamarka domu i obejścia.
Każda z wizyt rodziła nadzieję. Każda kończyła się dokładnie tym samym sloganem: „przemyślimy wszystko i jeszcze się do Państwa odezwiemy”. Zazwyczaj jednak odzewu już nie było. Mijały miesiące, wizyty ograniczyły się do minimum. Pewnego dnia przyjechało świeżo poślubione małżeństwo. Byli... bardzo dziwni. O nic nie pytali, w ciszy i skupieniu słuchali moich opowieści, wskazówek, dobrych rad, oglądali domostwo. Podziękowali i odjechali nie pozostawiając wyświechtanego sloganu.
Za kilka dni dostajemy telefon...


Tak, to najprawdziwsza prawda, sprzedajemy dom po 9 miesiącach starań i poszukiwań przyszłych właścicieli. Sprawa nabrała obrotu, obie strony podpisały wstępną umowę sprzedaży, decyzja kredytowa zapadła, czekamy jedynie na termin realizacji ostatecznej transakcji, która będzie miała miejsce na przełomie IX - X. Przed nami otwiera się perspektywa nowego życia we własnych „czterech ścianach”. Nowa historia, która będzie się tworzyć na nowym miejscu. Dom opuścimy z chwilą przekazania kluczy czyli w drugiej połowie października.
Czy jest mi żal? Bardzo! :( Pokochałam to miejsce, z którym wiążę mnóstwo pięknych wspomnień. Ale wiem, że podjęliśmy najlepszą z możliwych decyzji podyktowaną wieloma aspektami...


Właśnie dlatego zniknę na jakiś czas. Z dniem 3 września skończyła się nam umowa na internet. Nie podpisujemy nowej w związku ze zmianą miejsca zamieszkania. Będziemy przez jakiś czas odcięci od świata...


A co z Nami? No cóż, czeka Nas bolesny czas rozłąki :( 
Mój Mąż zostaje tutaj z uwagi na pracę, tymczasowo zamieszka ze swoją Mamą. Ja natomiast jadę do swojego rodzinnego miasta aby zająć się sprzedażą mojego „m”. Jak tylko ziści się plan wracam by wspólnie z Mężem kupić nasze przyszłe gniazdko i zakotwiczyć na pięknych terenach Dolnego Śląska. Oby transakcja przebiegła pomyślnie, inaczej uschniemy z tęsknoty :( Pozostaną nam weekendowe odwiedziny jak za czasów narzeczeństwa...
*
Mężulo często pomaga w przygotowaniu obiadu,
a tym samym ofiaruje mi serce na dłoni...
Nie tylko w przenośni ;)
Będzie mi brakowało naszych wspólnych chwil...


Odezwę się jak będę już na swoich „starych śmieciach”
(tam jeszcze mam aktywne łącze internetowe)
Myślę, że wówczas nadrobię resztę blogowych zaległości.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do następnego napisania :)