12.07.2014

Mak i rzepak.

Już jestem! Tylko nie wiem na jak długo, tyle się dzieje...
Ze sprzedażą domu ruszyliśmy pełną parą, mieliśmy sporo zainteresowanych, którzy teraz muszą przemyśleć „to i owo”, a my póki co tkwimy w przysłowiowej czarnej dziurze...
Przeglądamy każdego dnia stosy ogłoszeń w poszukiwaniu tego wymarzonego, przyszłego miejsca na ziemi. Znaleźliśmy całe mnóstwo pięknych, urokliwych zakątków z widokiem na górskie szczyty i własnym kawałkiem ziemi. Nasze marzenia są w zasięgu ręki, jest tylko jeden, „malusi” warunek do ich spełnienia... najpierw musimy sprzedać dom i mieszkanie, by ruszyć z realizacją planów.
Cierpliwie czekamy, robimy swoje, zajmujemy się domem i ogrodem, a w wolnym czasie spacerujemy lub jeździmy po okolicy łapiąc w kadry ulotne chwile...
 

 


Chwile faktycznie były ulotne, bo pozostały po nich już jedynie wspomnienia i zapisane foto-obrazy. Mak i rzepak nie przez przypadek znalazły się w parze, obydwie rośliny zakwitły niemal jednocześnie. Piękne, delikatne niczym skrzydła motyla czerwone maki pojawiły się niemal wszędzie; w polu, przy drodze, pod mostem... W naszym ogrodzie też zakwitł mak, ten prawdziwy, z malowniczymi makówkami wypełnionymi drobniutkim makiem grzechoczące niczym niemowlęca grzechotka. Samosiejka, pewnie ziarenko dostało się z wiatrem, lub zostało „przyniesione” za sprawą ptasich odchodów. Jest tak urokliwy, że pozwalamy mu rosnąć i cieszyć nasze oczy liliowo-fioletowymi kwiatami.
 



W czasie, gdy rzepak na pobliskich polach był w najpiękniejszej fazie kwitnienia wybraliśmy się z aparatem na spacer. Tego dnia jednak nie on okazał się główną foto atrakcją lecz pełne przepięknych chmur niebo nad naszymi głowami...
 




Ostatnie upały doprowadziły do suszy, roślinki dzielnie walczyły o przetrwanie. Mamy taką zasadę, że nie pomagamy przyrodzie. Mężulo od lat prowadzi taką taktykę i muszę przyznać, że z dużym powodzeniem. Już dawno temu zauważył, że jeśli „rozpieszcza się” rośliny wodą z konewki to należy to już robić aż do zbiorów. Rozleniwione „zielopuchy” nie chcą walczyć o wodę sięgając systemem korzeniowym w głąb ziemi. Przed kilkoma dniami upragniony deszcz postawił cały sztab zielonych krzaczków na baczność, a ja znowu miałam przyjemny temat do fotografowania :)
 
 


A skoro fotografuję a potem publikuję posta, to oznacza tylko jedno, że mamy już nowego laptopa. Poprzedni po czterech latach wysiadł „na amen”. Zadzwonili do nas z serwisu i poinformowali, że w takim przypadku przysługuje nam prawo wyboru nowego, dowolnego sprzętu do kwoty ubezpieczenia, czyli do 3.000 zł Ruszyliśmy wirtualnie w poszukiwaniu sprzętu, który nas w pełni zadowoli. Oczywiście to co wybrał Mężuś znacząco odbiegało od mojego wyboru... On, typowy mężczyzna sugerował się jedynie parametrami, a ja kierowałam się dodatkowo efektem wizualnym... ;) Jak każda z nas... hi hi hi. Do końca nie mogliśmy podjąć ostatecznej decyzji, chociaż prawo wyboru pozostawiałam tylko i wyłącznie mojemu Mężowi, w końcu to Jego lapek wymieniamy na nowy. W dniu kiedy mój Połówek miał podjąć ostateczną decyzję oznajmił mi: „Będziesz miała swój własny wymarzony czarno-biały laptop z dużym dotykowym ekranem...” Nie mogłam uwierzyć! Mężuś, jesteś taki kochany! :*
 



Jeśli jesteście przed dylematem wymiany sprzętu na nowy, bardzo gorąco polecam Waszej uwadze laptopy z dotykowym ekranem. Wcześniej przyzwyczaiłam się do tej wygody korzystając z tableta. Podczas pracy na starym laptopie łapałam się na tym, że z przyzwyczajenia jeździłam po ekranie paluchami, czego robić nie powinnam... Teraz w ogóle nie używam myszki, a korzystanie z dotykowego ekranu dało mi o wiele więcej możliwości, a sama praca przy komputerze zajmuje mniej czasu i jest dużo przyjemniejsza.

*   *   *

Jeśli jesteśmy przy sprzęcie, to napiszę słów kilka na temat robienia zdjęć techniką HDR (high dynamic range). Bardzo lubię wykorzystywać tą metodę przy fotografowaniu krajobrazów na szerokim kadrze. Ale ostatnio próbowałam ją zastosować we wnętrzu mojego mieszkania. Z efektu jestem bardzo zadowolona. Dla porównania pokarzę Wam dwa ujęcia mojego „m”; jedno zwykłe zdjęcie, a drugie wykonane w technice HDR. Przyjrzyjcie się uważnie ciemnym zakamarkom, które w technice HDR uzyskują ogromny zakres tonalny i nagle to co było niewidoczne wychodzi z cienia. Jeśli nie macie w swojej lustrzance gotowego programu HDR polecam Wam skorzystanie z darmowych programów dostępnych w internecie.
 
Przykład I
 
 
Przykład II
 

Na dzisiaj kończę, bo po tak długiej przerwie mam tendencję do zapędzania się w długaśne poematy. Muszę równomiernie rozłożyć zaległości, by nikogo nie zanudzić ;)
W kolejce czekają zdjęcia posegregowane tematycznie, za kilka dni pokarzę Wam nasz ogród. Tymczasem pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających mój wirtualny skrawek świata.
Do następnego napisania :)