06.03.2014

W jasnej szacie.

Po okresie zimowym, kiedy to w moim „m” jasnym barwom towarzyszyły domieszki czerni (salon) oraz ciemnego brązu (sypialnia) zapragnęłam by „stała się jasność”. Zniknęły ciemne akcenty firan i obrusów. Pochowałam do pawlaczy czarne poduszki i „zeberkowy” koc. W ich miejsce rozpanoszyła się biel i odcienie beżu. Nawet manekin (a właściwie „manekinka” ;)) dostała jasną szatę, którą jest mój letni peniuar. Zmiany najbardziej cieszą mnie w sypialni, gdyż dopiero od niedawna mam przywilej korzystania z tego pokoju. To właśnie stąd piszę dzisiejszego posta i odwiedzam Wasze blogi.


Widoczną na zdjęciu szkatułkę dostałam od Cioci, gdy byłam w wieku szkolnym. Uwielbiałam ją, trzymałam w szufladkach swoje „najcenniejsze” skarby. Utrzymana była w charakterze góralskiej skrzyni, co w chwili obecnej nie pasowało do wystroju wnętrza. Dlatego i ją potraktowałam farbą, a teraz cieszę się nią ponownie jak mała dziewczynka :)








Pokoik (jak i cała reszta mieszkania) jest tak bardzo nasłoneczniony, że ciężko jest zrobić zdjęcie ścianie okiennej w ciągu dnia. Dlatego wykonałam także fotki wieczorową porą. Firany założyłam dwuwarstwowo. Od spodu białe, luźno opuszczone, a na zewnątrz beżowe „mgiełki” upięte asymetrycznie, co dopiero jest dobrze widoczne na tych zdjęciach...


 
Takie klimaty sprzyjają wieczornemu rozmyślaniu o życiu,
snuciu planów na najbliższą przyszłość
co też czynię z lubością tak często jak tylko mogę...


Przy okazji chętnie odpowiem na pytania Pani Kasi, która ostatnio napisała do mnie maila...
Otóż pokoik jest naprawdę niewielki, ma 9 metrów kw, to właściwie kwadrat o wymiarach 3 na 3. Ściany wytapetowane nieregularną cegłą są dwie; okienna i naprzeciwległa ściana kominowa (granicząca z łazienką) tworząca swoisty murek, co widać dobrze na jednym ze zdjęć. Szuflady mebli, półki, krzesło, itp. malowałam białą farbą szybkoschnącą do drewna i metalu firmy „Dekoral” po wcześniejszym zmatowieniu powierzchni papierem ściernym. Oczywiście, jak słusznie Pani spostrzegła środkowa część drewnianych boków kanapy również jest pomalowana na biało :) Chyba udzieliłam informacji na wszelkie pytania, pozdrawiam serdecznie :)

*   *   *

Jest jeszcze coś, czego wcześniej nie udało mi się pokazać...
Przed świętami B.N. W moim „m” pojawiło się 6 nowych lampionów. Dwa kupił mi Mężulek (srebrne gwiazdki na tle „oszronionego” szkła) robiąc w markecie ostatnie przedświąteczne zakupy, kolejne dwa wpadły mi w łapki nieco wcześniej (srebrny w dziurkowane gwiazdki oraz szklany z napisem „home sweet home”), jeden zrobiłam sama, i...
I jest jeszcze jeden, największy, najpiękniejszy, który dostałam od mojej ulubionej Cioci na Gwiazdkę. To duży ceramiczny domek z podwójnym dachem w serduszka i mnóstwem okienek. Uwielbiam go i zapalam w nim świecę niemal każdego dnia. Nawiasem mówiąc to ta sama Ciocia, od której dostałam drewnianą szkatułkę prezentowaną na powyższych zdjęciach :) Dziękuję Ciociu, dziękuję za wszystko :*
Ten, który zrobiłam sama jest bardzo prosty i zarazem bardzo efektowny. Szklany, kwadratowy pojemnik gęsto oplotłam srebrnym, grubym kordonkiem, dołączając zawieszkę "smile" znalezioną w szpargałach. Efekt zapalonej w nim świecy jest niesamowity...






Wieczorową porą...




*   *   *

Moje Maluchy czują wiosnę i roznosi je energia. Ramzes bardzo natarczywie dopomina się wypuszczenia na balkon i absolutnie nic sobie nie robi z mojej odmowy popartej tłumaczeniem, ze to jeszcze nie pora na leżenie plackiem na betonie. A to uparciuch! ;) Niedługo wyjeżdżamy na wieś a tam wyszaleją się do woli.
W kolejnym poście napiszę co słychać u naszego Chesterka...

Ściskam Was serdecznie i do następnego razu :)