10.03.2014

Chester ma nowy dom.

Dopiero teraz mogę z czystym i spokojnym sumieniem podzielić się z Wami tą informacją. Jak w tytule, nasz kochany Czesiu ma nowy dom. Szukanie odpowiednich właścicieli nie było prostą sprawą, dla nas najważniejsze było aby trafił pod dach ludzi, którzy pokochają go całym sercem. Pomagały nam różne fundacje, ogłoszeniami na wszelkich możliwych forach internetowych zajęła się Pani Małgosia ze „Skrzydlatego psa”, którj serdecznie dziękujemy za poświęcenie i zaangażowanie. Znaleźliśmy także wsparcie u Pani Grażynki zajmującej się adopcją bokserów. Po około 6-ciu miesiącach poszukiwań udało się, Chester trafił w ręce bardzo dobrych ludzi, którzy mieszkają od nas w odległości 30 km. Piesio mieszka w dużym domu z 25 arowym ogrodem. Teren posesji jest w całości ogrodzony, więc psina może biegać do woli. Gospodarzem jest małżeństwo po 50-tce mieszkające z córką i małą 3-letnią wnusią Olą. Dziewczynka od pierwszej chwili zakochała się w psinie, a on odwzajemnia w dwójnasób jej uczucia. Jesteśmy z nowymi właścicielami w stałym kontakcie, dzwonimy do siebie i mamy pewność, że nie mógł lepiej trafić. Państwo są nim zauroczeni, czego dowodem bywają niekończące się opowieści, które wysłuchuję z bijącym sercem, dumą, ale też i łezką w oku. Chester oczywiście rezyduje na terenie domu większość czasu bawiąc się z Oleńką. Chętnie wyleguje się na łóżku w sypialni a gdy zostaje sam w domu uwielbia patrzeć przez szybę drzwi balkonowych, w końcu może zerkać na świat z pozycji podłogi i nie musi wskakiwać na parapet. Jest wesoły czego dowodem są napływające do nas zdjęcia.
Rozstanie było bolesne, ale też nieuniknione. Zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, że nasze psiaki nigdy się nie zaakceptują, a któregoś dnia mogłoby dojść do tragicznego finału. Maluchy teraz będą mogły bezstresowo i swobodnie ganiać po całym domu i obejściu, a Chester rozpanoszył się na dobre w swoim nowym rewirze. Stało się wedle przysłowia „wilk syty i owca cała”. Bądź szczęśliwy kochany psinko :*

Zobaczcie...
Czesiu nawet w nocy zerka do śpiącej Oli,
by upewnić się że wszystko jest w porządku.


Powyższe zdjęcia są autorstwa nowych właścicieli, którzy cały czas serdecznie nas do siebie zapraszają, abyśmy mogli naocznie przekonać się jak żyje nasz – ich pupil. Bijemy się z myślami... Obawiamy się reakcji psiny, który takie spotkanie może przeżyć w nieoczekiwany sposób. Ale nie wykluczamy, że pewnego dnia „cichaczem” podjedziemy w okolicę domu, by z ukrycia (samochodu) poobserwować naszego byłego podopiecznego. Oczywiście napiszę, jeśli taka sytuacja będzie miała miejsce.

A tymczasem żegnam się z Wami i pozdrawiam cieplutko :)