22.02.2014

Moje i Twoje czyli Nasze...

Cyfry są bezlitosne, mówią same za siebie i pokazują, że ostatni post opublikowałam 5 miesięcy temu! Wiele dzieje się w moim życiu, a ja jestem z tych osób, które na zmiany reagują jak alkoholik na odwyk, czyli murowane „delirium tremens”.
Chyba najdotkliwiej przeżyłam fakt rozstania z Synem i jeszcze nie do końca się z tym uporałam. W wiejskim domku rewolucja: burzenie, walenie, odgruzowywanie, czyli totalny remont pokoi na dole. Na czas zimy i absolutnej demolki zamieszkałam w moim miejskim „m”, wszak ciężko było odnaleźć się pomiędzy gruzami. Dobrze, że Mężulo jest wyrozumiały i właściwie ta propozycja padła z Jego strony. Nadal wiedziemy życie na walizkach; albo ja jeżdżę na wieś, albo Mężuś przyjeżdża do mnie, do miasta. I to jest naszą największą zmorą. Absolutnie nie odpowiada mi koczowniczy tryb życia, mam już dosyć wożenia się z pieskami, walizkami i całą resztą „majdanu”. Dlatego przedyskutowaliśmy temat i podjęliśmy poważne decyzje życiowe. „Moje i Twoje” niebawem stanie się „nasze” co jednoznacznie zakończy „wędrówkę ludów”, odzyskamy na stałe siebie oraz błogi spokój. Co to oznacza w praktyce? To znaczy, że sprzedajemy dom na wsi oraz mieszkanie w mieście i kupujemy NASZE gniazdko. Pragniemy rozpocząć wspólną przyszłość „czystą kartą”, nie chcemy budować przyszłości na bazie przeszłości... Jeszcze do końca nie zdecydowaliśmy czy będzie to dom czy mieszkanie. Jeszcze do końca nie jesteśmy pewni czy osiedlimy się na wsi czy na peryferiach miasta. Jedno jest pewne, zamieszkamy na terenach mojego Męża. Dolny Śląsk jest o wiele piękniejszym i ciekawszym zakątkiem niż moja Opolszczyzna. Nie chodzi tylko o ukształtowanie terenu, ale przede wszystkim o możliwości rozwojowe, kulturowe, zdrowotne i finansowe. Żywimy ogromną nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się sfinalizować wszystkie transakcje, zamieszkać „na swoim” i rozpocząć nowy rozdział życia... :)
*   *   *
Gdy opuszczałam wioseczkę z końcem listopada, żegnał mnie zapach ogniska i trawnik przed domem gęsto usłany kwieciem. Właściwie o tej porze roku powiny zalegać białe płatki śniegu a nie białe płatki stokrotek...




Niebawem wracam do domku, do naszego tymczasowego pokoiku na poddaszu i przede wszystkim do mojego Mężusia. Stęskniłam się bardzo, bardzo, bardzo...





Oto jak wyglądały pokoje na dole w chwili mojego wyjazdu – Armagedon!!! 

A tak wyglądałam ja...

Zaszalałam, a co! :) Zachciało mi się „ombre hair”, no to sobie zrobiłam. A że od zawsze wszystko przy włosach robię sama (farbuję, ścinam, cieniuję) to i to „cacko” w postaci kolorowego pióropusza sama sobie wyczarowałam. Na szczęście już mi przeszło, po szaleństwie nie ma najmniejszego śladu, odzyskałam swoją genetycznie uwarunkowaną czerń (no dobrze, przyprószoną już na skroniach pierwszą siwizną) i... zaszalałam w innym kierunku ;) Skróciłam moje długaśne włosy o całe 30 cm!, następnie bardzo mocno je wycieniowałam tworząc mnóstwo stopniowanych pazurków. Mam wrażenie jakbym była łysa, w porównaniu do tego co dźwigałam na głowie jeszcze dwa tygodnie temu. Czuję się wyśmienicie, jakbym... odmłodniała ;)
Ciekawe co Pan Mąż na tą zmianę powie, jeszcze mnie nie widział... ;)
*     *     *
Na koniec chciałam skierować słowa do dwóch kobietek...
Jakiś czas temu (zbiegło się to z moim ślubem) otrzymałam podarunek od naszej blogowej Koleżanki Anabell, autorki bloga "Nic specjalnego", która tworzy przepiękne, misternie wykonane ozdoby biżuteryjne. Dostałam śliczny, duży wisior zawieszony na ręcznie „utkanej” kolii, a wszystko w moich ulubionych kolorach B&W :) Dziękuję Ci Kochana :*
Chciałam także podziękować Małgosi z Warszawy, za pamięć, za ciepło i dobre słowo, za wszelkie wyrazy sympatii, za kartki z życzeniami... Małgoniu, mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się w realnym świecie. Przesyłam moc uścisków dla Twoich ślicznych córeczek: Natalii i Julii. Dziewczynki, realizujcie swoje marzenia, życzę Wam powodzenia zarówno w szkole, jak i w życiu osobistym, cmok :*


To tyle na dzisiaj, w kolejnym poście pokażę co ostatnio zrobiłam w swoim „m” podczas samotnych dni i bezsennych nocy.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich tych, którzy jeszcze pamiętają, zerkają i czytają... :)