09.09.2013

"Projekt Ślub"

Uchylam rąbka... ;)

O tym, że zostaniemy małżeństwem wiedzieliśmy od samego początku; od pierwszego spotkania w realnym świecie, od pierwszego spojrzenia, niewinnego dotyku i delikatnego pocałunku. To było jak odnalezienie po latach bratniej duszy, jak spotkanie z bliźniakiem, którego szukało się przez całe dotychczasowe życie.
Daliśmy sobie rok, okrąglutki, równiutki roczek aby przekonać się, czy nasze dusze, nasza wrażliwość, postrzeganie świata i wizja przyszłości idą dokładnie w tym samym kierunku. Było lepiej niż się tego spodziewaliśmy. Te 365 dni uświadomiło nam, że działamy jednomyślnie, jedno mówi to, o czym w danym momencie myśli drugie, jedno przedstawia pewien projekt, a drugie z uśmiechem obwieszcza, że właśnie tak to sobie wyobrażało, gdy jedno stęsknione pisze sms, drugie stęsknione w tym samym momencie dzwoni... Przykłady mogłabym mnożyć! Ale najważniejsze jest to, że nigdy się nie kłócimy, nie mamy „cichych dni”, nocy w osobnych pokojach czy zadziornego czynienia sobie na złość. Wszystkie problemy zawsze dokładnie omawiamy, każdy najmniejszy niuans nieporozumienia podlega wnikliwej analizie i ocenie. Nie ma absolutnie żadnych tematów tabu!
*   *   *
Zaplanowaliśmy „nasz dzień” w najdrobniejszych szczegółach. Sam ślub cywilny, zwany żartobliwie „rejestracją” nie wchodził w grę. Pragnęliśmy przeżyć tą chwilę bardziej uroczyście, wzniośle, duchowo. Chcieliśmy, aby ceremonia miała miejsce dokładnie w okrągłą, pierwszą rocznicę. I nie miało to dla nas żadnego znaczenia, czy 1 września wypada w tym roku w sobotę, niedzielę, czy może w samym środku tygodnia. Wiedzieliśmy, że tak długo będziemy szukać duchownego, który zgodzi się na udzielenie ślubu w wyznaczonym przez nas terminie, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że ceremonia odbędzie się na drugim końcu kraju!
Całe szczęście nie musieliśmy wcale szukać, Ksiądz z parafii mojego Męża okazał się wspaniałym człowiekiem. Przyjął Nas bardzo miło i serdecznie, po wysłuchaniu przystał dokładnie na wszystkie Nasze prośby. Głównym kryterium było: „jak najbardziej skromnie, jak najbardziej duchowo, jak najbardziej po naszemu”...
Ślub odbył się w pustym Kościółku dokładnie o zachodzie słońca, na długo po wieczornej Mszy Św. Uczestniczyliśmy w nim bardzo kameralnie: My, Kapłan, Rodzice i Świadkowie, (którzy w tym przypadku byli właśnie naszymi rodzicami) oraz oczywiście najważniejsza osoba Pan Bóg. Naszym marzeniem było, aby świadkami tego uroczystego wydarzenia byli Rodzice; Mama Rafała i mój Tato.
Po raz kolejny Ci, którzy ofiarowali nam życie, po latach przyczynili się do ponownych „narodzin”. Jesteśmy szczęśliwi, że właśnie za Ich pośrednictwem rozpoczęliśmy naszą wspólną wędrówkę przez życie...
 

 
Jednak sam ślub nie był jedynym indywiduum w tej historii.
Temat obrączek spędzał mi sen z powiek. Nie lubię złota, wręcz nie trawię metali w żółtych odcieniach. Mój Rafał także nosi tylko srebro, więc byliśmy zgodni również w tym temacie. W grę wchodziły jedynie typowe obrączki z białego złota lub okazałe, nietuzinkowe srebrne z wysokogatunkowego, utwardzonego metalu. Ponieważ bardzo zależało Nam aby obrączki były wybitnie NASZE w ostateczności wybraliśmy srebro, aby można było w tym temacie nieco "zaszaleć". Postanowiliśmy także, że na każdą kolejną, okrągłą, piątą rocznicę (5, 10, 15, 20...) będziemy sprawiać sobie nowe egzemplarze, o odmiennym wzorze, coś na znak odnowy przysięgi małżeńskiej. Po wielu latach wspólnego życia miło będzie razem usiąść przy kubku gorącej czekolady i wyciągnąć ze szkatułki całą kolekcję naszych małżeńskich "piątek". A każda z nich będzie zapewne wiązała się z odmienną historią i innymi wspomnieniami...
Ponieważ obrączki z założenia miały być bardzo masywne, szerokie (15mm) i grube (1,6mm) postanowiliśmy, że będą przez nas w całości zaprojektowane i uzgodniliśmy, że będziemy je nosić zawieszone na szyi na czarnym, grubym, skórzanym rzemieniu, dla pełnej wygody i komfortu codziennego użytkowania. Ma to także dodatkowy plus; nasze symbole miłości będą zawsze jak nowe.
Zrobiłam projekt i rozpoczęłam żmudny tor przeszkód w poszukiwaniu pracowni, która podejmie się tego wyzwania. Nie było łatwo. Osobiście byliśmy w niejednym punkcie jubilerskim, odwiedziłam masę stron internetowych w poszukiwaniu odważnych i kreatywnych twórców. Większość punktów usługowych odprawiała nas twierdząc, że nie mają odpowiednich maszyn do realizacji tak niecodziennego projektu. Musieliśmy uwierzyć na słowo.
Aż w końcu trafiłam do bram raju, którymi okazała się strona internetowa „EMINENCE”: http://www.eminence.pl/ a zwłaszcza zakładka „zaprojektuj swoje obrączki”
Gdybyście widziały ten błysk w moich oczach, „gęba” cieszyła mi się od ucha do ucha! :D Pospiesznie wykonałam telefon, zrobiłam projekt w Corelu, wysłałam go mailem, otrzymałam potwierdzenie i akceptację na wykonanie naszego „krążka marzeń”. Wpłaciliśmy zaliczkę, po kilku dniach mogliśmy zobaczyć komputerową wizualizację wektorową, potem zdjęcie próbnego graweru i teraz już tylko czekaliśmy na gotowy wyrób :) Przez cały czas utrzymywałam kontakt mailowy oraz telefoniczny z miłym Panem Sebastianem, który jest mistrzem w swoim fachu i był realizatorem naszego projektu. Zgłosimy się do Pana Sebastiana ponownie za 5 lat, wiemy, że nikt inny w tej dziedzinie nie sprosta naszym marzeniom...

Projekt obrączek wykonany przeze mnie w „Corelu”...
 
Tekst wewnątrz obrączki żeńskiej...
 
Tekst wewnątrz obrączki męskiej...
 
Nasze kolejne rocznicowe "piątki" też będą miały grawer wewnętrzny,
za każdym razem inny, np:
"5 lat Mąż i Żona"
"10 lat Razem"
"15 lat Ja i Ty"
"20 lat Małżeństwa"...



Obrączki najszersze z możliwych, bardzo masywne, wykonane w stylu gotyckim, który podobnie jak celtycki jest bliski naszym upodobaniom w zakresie ubioru i biżuterii. Nie posiadają żadnych kamieni, wstawek czy innych zdobniczych elementów. Ich jedynym i głównym atutem jest doskonały, precyzyjny grawer oksydowany. Są cudownie przepiękne w swej prostocie, jesteśmy z nich ogromnie zadowoleni.
 
Tak prezentują się w realu...
 
 
 
 
 
Do projektu użyłam czcionkę „Old English Text MT” oraz symbole w typowo gotyckim stylu; różę oznaczającą drogę przez życie, oraz krzyż mistycznie głoszący: na wieki, wieków, amen...
*   *   *
Na marginesie wspomnę, że od wielu lat na palcach noszę wyłącznie biżuterię w postaci ozdobnych obrączek. Raczej nie przepadam za pierścionkami, wyjątek stanowią te, które urzekną mnie nietuzinkową formą i rozmiarem. Największe okazy noszę tylko na tych trzech palcach: kciuki, wskazujące oraz środkowe...

 
 
 
 

*   *   *
W tematyce sukni ślubnej także nie chciałam pójść na jakikolwiek kompromis. Kto dobrze mnie zna, ten doskonale wie, że nawet na własny ślub nie wskoczę w żaden inny kolor, jak tylko i wyłącznie w czerń z dodatkiem bieli...
Nie oglądałam żadnych magazynów „modowych”, nie przeszukiwałam stron internetowych, nie słuchałam podpowiedzi, kierowałam się tylko i wyłącznie głosem serca, oraz wizją kształtującą się w mojej wyobraźni. Sukienka, podobnie jak obrączka, miała być spełnieniem MOICH (NASZYCH) marzeń i wyobrażeń, a nie jakiegoś projektanta...
Kupiłam zatem czarną suknię, długą do ziemi, dosyć ciężką, pięknie układającą się przy ciele. Dokupiłam kilka metrów najszerszej bawełnianej, białej koronki, którą obszyłam dół sukni (całe 3 metry obwodu), wykończyłam nią także rękawy. Aby jeszcze bardziej „rozbielić” czerń i nadać sukni ślubny styl naszyłam 350szt!!! małych, białych, ażurowych kwiatuszków, układając je warstwowo i ku górze zmniejszając ich zagęszczenie. We włosy, które były rozpuszczone i zaczesane na bok wpięłam kilkanaście białych, satynowych, mini różyczek. Miało być bardzo skromnie, przaśnie, bez przepychu, bez nadętej pompy, bez obszernej „bezy”, bez natapirowanej czupryny...
I tak też było. Było bardzo skromnie i nieco „gotycko - celtycko”...
 

  
 
 
 
 
 
 
 
Wiem, że gdyby mój kochany, dobroduszny Mąż był innym człowiekiem, z całą pewnością nie mogłabym zrealizować takiej wizji zamążpójścia. Wszystkie moje plany i marzenia ziściły się w największej mierze właśnie dzięki Niemu. Przystał na wszelkie moje propozycje mówiąc: „Słoneczko, jaką decyzję podejmiesz, ja na wszystko się zgadzam. Wiesz, że podobają mi się Twoje pomysły. Jak Ty będziesz szczęśliwa, to i Ja będę...”
Jak można było nie pokochać TAKIEGO faceta!? ;)
 
*   *   *
Jedziemy teraz na kilka dni do mojej mieścinki, musimy pozałatwiać multum spraw związanych ze zmianą mojego nazwiska i meldunku. Czeka nas także rejestracja pewnego "maleństwa", które sprawiliśmy sobie na prezent ślubny...
*
Gorąco Was zachęcam do realizacji swoich marzeń. Nie patrzcie na ogół, na trendy, na aktualne kanony mody, bądźcie indywidualistami, jednostkami, nie bójcie się być sobą. Są takie chwile w życiu człowieka, które przeżywa się tylko jeden raz. Niech to będą WASZE najcudowniejsze chwile, pozostające we wspomnieniach przez resztę życia i zapisane w rozdziale „MOJE spełnione marzenia”. W moim rozdziale spełnionych marzeń zapisał się w całości podrozdział „ślub” :)


*   *   *
Chcielibyśmy wszystkim życzliwym osobom (Rodzinie, Przyjaciołom, Znajomym)
a także Wam Drogie Blogerki oraz Sympatyczni Podczytywacze
serdecznie podziękować za życzenia, które otrzymaliśmy drogą pocztową,
telefoniczną, mailową, oraz na łamach tego bloga.
Wszystkie sa dla Nas jednakowo ważne, bo wewnętrznie czujemy,
że każdy gest sympatii jest wyrazem międzyludzkiej przyjaźni.


PS
Post NIE ZAWIERA linku sponsorowanego!!!