07.08.2013

Z bólem serca...

Nie śpię już trzy noce. Nie zmrużyłam oka ani na minutę! Nie mogę sobie miejsca znaleźć, powodem jest Chester, pies mojego Gospodarza...
Wiecie, że od 15 czerwca mieszkam już na wsi, u Rafała. Oczywiście sprowadziłam się z całym majdanem, tzn moimi dwoma kundelkami. Ku naszej wielkiej rozpaczy, okazało się, ze pomimo wielu prób samce nie zaakceptowały się wzajemnie. Całą winą obarczam mojego małego, zadziornego Ramzesa. To już starszy pies, w tym roku skończył 9 lat. Jest zabójczo zakochany i szalenie zazdrosny o swoją towarzyszkę życia, 5 letnią Gaję. To ten mały zadzior wszczynał agresywne zachowania, czym po dłuższej chwili wyzwalał w Chesterze całe zastępy szatańskich demonów! Przebywanie w domu całej trójki było nie tyle uciążliwe, co wręcz niemożliwe! Jak Maluchy biegały luzem po ogrodzie, to „Czesiek” siedział zamknięty w kuchni (i uwaga!!!) przypięty długą smyczą do barierki od pieca, tak na wszelki wypadek. Gdy natomiast Czesiu był na dworze, to Maluchy siedziały w pokoiku na górze zamknięte na cztery spusty. Nie pytajcie co się działo, gdy nieopatrznie Ramzes wbiegł do kuchni i nastąpiło spotkanie niczym „obcy kontra predator”... Byłam pewna, że już po Ramzesie :( I taka sytuacja miała miejsce przez całe 5 tygodni. Wszyscy byliśmy zmęczeni...

 Chester jako szczeniak...

"Roczniak"...

Rozkoszny śpioszek...

W końcu postanowiliśmy, właściwie to mój Gospodarz postanowił, że trzeba oddać jednego z samców, padło na Czesia :( Dlaczego? Z wielu powodów; bo jest młody, ma dopiero 2 lata. Jak przystało na bokserka jeszcze głupiutki, wesoły, skory do zabawy i poznawania nowych ludzi. Przy czym jest silny, zdrowy, odważny, mądry, zadbany i przede wszystkim śliczny.
Chyba wszyscy zdołali pogodzić się z tym faktem, tylko nie ja. Mam ogromne wyrzuty sumienia, zżera mnie rozpacz, nie potrafię nie myśleć o całej tej sytuacji, nie śpię, płaczę... :( Pokochałam tego cudownego psiaka, tak samo jak swoje Maluchy. Nie pojmuję, dlaczego się nie udało... :(
Dzięki naszej blogowej koleżance Asi z „Wrzosowej Polany” dostałam namiar na pewną fundację, tam skontaktowałam się z P. Małgosią, której opowiedziałam dokładnie całą historię. Zaoferowała pomoc. Nasz kochany Chester szuka teraz nowego domu poprzez fundację, która rozreklamowała jego ogłoszenia na wielu forach internetowych. Nowy właściciel będzie prawnym, adopcyjnym opiekunem, cała procedura odbędzie się pod czujnym okiem profesjonalnego personelu. To jednak nie jest pocieszenie...

Dwulatek... 



Gdy dzisiejszego ranka, koło godz 6, po kolejnej nieprzespanej nocy weszłam na forum fundacji i naocznie zobaczyłam gotowe ogłoszenie z MOIM CZESIEM w roli głównej wpadłam w rodzaj histerii! :(( Ryczałam aż mi tchu brakowało :(( Dziewczyny, ja rozumiem wszystko, śmierć zwierzaka ze starości, śmierć wskutek choroby, nawet jakimś cudem pojmę wypadek, zdarzenie losowe, ale ODDANIE WŁASNEGO PSA!!! Tego nie pojmę :( Zawsze uważałam że tak postępują najwięksi zwyrodnialcy! Kocham swoje psy, kocham wszystkie zwierzęta! Czuję się bezradna i pokonana... :(
Po raz kolejny mój Kochany Rafał dał mi ogromny dowód miłości. Przecież mógł równie dobrze zadecydować, że musimy oddać prowodyra, całego zamieszania czyli mojego Ramzesa. Jednak doskonale wie, jak bardzo jestem zżyta z psem, którego mam już 9 lat. Patowa sytuacja... :(
*     *     *     *     *
Proszę Was, trzymajcie kciuki, aby Czesiu znalazł dobry dom i kochających właścicieli :(