29.07.2013

"Wieśczanka"

Jestem rozdarta między swoim miejskim „m”, a wiejskim starym domkiem, w którym zakotwiczyło moje serce. Wyjazdy na wieś nie są już weekendowymi ani kilkudniowymi pobytami, to raczej wielotygodniowe maratony, po których powrót do miejskiej rzeczywistości jest niczym zderzenie z rozpędzoną ciężarówką... :(



Chester podczas kąpieli słonecznej ;)


Pobyt na wsi u boku mojego ukochanego Gospodarza jest niczym narkotyk, gdy wracam do swojego „m” strasznie tęsknię, czuję „głód”. On też tęskni, słyszę to, i czuję nawet na odległość. Dużo rozmawiamy na ten temat, marzymy i planujemy. Na ile marzenia są realne, na tyle plany się ziszczą. Czas szybko leci, lat ubywa, a perspektywa wspólnie przeżytych chwil kurczy się jak moherowy beret wyprany w zbyt gorącej wodzie ;)



Od 15 czerwca noszę miano „Wieśczanki”, to kobieta, która całym sercem i całą sobą mieszka na wsi, ale jedną nogą nadal stąpa po swoim małym, miejskim „m”. Tak, to dokładnie oznacza to o czym myślicie, wyrowadziłam się na wieś, zamieszkaliśmy razem. Moja przeprowadzka to wywiezienie ciuszków, kosmetyków, biżuterii, oraz wszystkich osobistych rzeczy. Meble muszą poczekać na swoją kolej do przyszłego roku. Po raz pierwszy w życiu opuściłam moje rodzinne gniazdo, po raz pierwszy wyprowadziłam się ze swojego „m” (w którym mieszkam od lat dzieciństwa), po raz pierwszy wyruszyłam z rodzinnych stron.


Przed domem.
Posadziliśmy nowe drzewka ozdobne i krzewy.
Na razie są jeszcze zbyt małe by były dobrze widoczne na zdjęciach...



Stara, bardzo wysoka szopa z garażem, którą teraz mój Gospodarz rozbiera
zostawiając parterowy budynek z przeznaczeniem na moją pracownię.
Okna są niemal z każdej strony, pozostanie jedynie do zrobienia nowy dach...



Część ogrodu za domem.
Tutaj znajduje się także ogródek warzywny i pozostałość po starej szklarni...
Na pierwszym planie strój firmowy mojego Gospodarza ;)



Widok na starą szklarnię, którą w całości rozbieramy w tym roku po sezonie...


Na końcu ogrodu jest coś, co cieszy mnie niezmiernie, mieszkamy w sąsiedztwie rzeczki.
Wychowałam się nad rzeką Odrą, to nad jej brzegami spędziłam większość dzieciństwa.
Uwielbiam posiedzieć w skupieniu, wsłuchując się w nurt wody...


Planujemy właśnie tutaj, na końcu ogrodu zrobić kącik rekreacyjny...
 
W moim „m” zostaje syn, który będzie pod czujnym okiem Dziadków mieszkających w odległości zaledwie 150 metrów. W tym roku (22 lipca) osiągnął pełnoletność, przed Nim jeszcze rok nauki w liceum. W przyszłym roku wyjedzie na studia, zamieszka na stancji, a ja będę mogła zadecydować o dalszych losach mieszkania, w planach jest wynajem lub sprzedaż. Ale tym będę sobie zaprzątać głowę dopiero od czerwca 2014.
Przy okazji tych jakże wymownych 18-tych urodzin wzięło mnie na wspominki. Czy Wy drogie Koleżanki też przechowujecie tego typu pamiątki z okresu ciąży i narodzin swoich dzieci? Mam do nich ogromny sentyment...

Mój syn przyszedł na świat w sobotę, 22 lipca 1995 roku, o godz. 21:56



Nawet mam kawałeczek pępuszka, a raczej pępowinki z klamerką zaciskową :)

Pamietam dzień kiedy robiłam test ciążowy.
Tuż przed Bożym Narodzeniem 1994 roku...

Nie mogło zabraknąć pierwszych ściętych kosmyków włosków...

Ech, łza w oku się kręci...
*     *     *     *     *
Na chwilę obecną mój świat wywrócił się do góry nogami, i to w pozytywnym znaczeniu. Rozpoczynamy remonty, powoli, nie spiesząc się, krok po kroczku, na ile czas i siły pozwolą. Przybliżę ten temat w kolejnym poście, a teraz...
Kiedy kilka dni temu wróciłam po dłuższym „niebycie” do swojego „m” czekała na mnie bardzo miła niespodzianka. Droga Małgosia z Warszawy po raz kolejny sprawiła mi tak niesamowity prezent...




Małgoniu, dziękuję Ci z całego serca :*
Jak tylko uporam się ze wszystkimi pilnymi sprawami napiszę długiego maila,
i myślę, że nadszedł czas aby wymienić się numerami telefonów, dość tego pisania!
Chcę usłyszeć Cię w słuchawce, bardziej realnie doświadczyć Twojej obecności ;)
*     *     *     *     *
Na koniec zdjęcia zrobione telefonem;
skrawek naszego tymczasowego, bardzo skromnego pokoju na poddaszu,
My i szczęśliwe z wiejskiego życia Maluchy :)




Pozdrawiam Was serdecznie, nie dajcie się upałom!


PS

1. Zdjęcia domu i ogrodu zrobione są w maju, później już nie znalazłam czasu na zajmowanie się fotografią, były pilniejsze i ważniejsze sprawy...
2. Dziewczyny (Koleżanki - Blogerki), przez cały czas mojej nieobecności byłam u Was wszystkich na bieżąco! Jestem zachwycona Waszymi poczynaniami, nowościami i wakacyjnymi zdjęciami. Ściskam Was mocno :)