25.04.2013

"Balkonowanie"

Wiosna, a wraz z nią czas na spacerowanie, grillowanie, plażowanie...
Mieszczuchy” znają jeszcze jedno określenie - balkonowanie.
No cóż, gdy się nie ma co się lubi, to się lubi (i to bardzo!) co się ma :)
Mój mały balkonik wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy. Ma blisko 40 lat (czyli tyle ile budynek), kilka warstw farby i rdzewiejącą metalową balustradę. Miałam w zeszłym roku przywrócić jego dawną świetność, ale gdy dowiedziałam się, że spółdzielnia mieszkaniowa ma w planach generalny remont balkonów wstrzymałam się. Remont będzie i owszem nawet w tym roku, lecz dopiero po sezonie, z początkiem jesieni. Mam kolejne lato siedzieć w takim „syfie”? A może w ogóle nie wychodzić na balkon udając, że go nie ma? Musiałam szybko coś wymyślić, coś co nie wymaga dużych kosztów, ani nakładu pracy. Wiedziałam jedno musi być koniecznie biało z niewielką domieszką czerni. Uszyłam... „sukienkę”, która zakrywa wszystkie mankamenty. Użyłam do tego celu śnieżnobiałej, bardzo grubej, mięsistej flaneli. Przymocowałam ją do balustrady za pomocą czarnych, wiązanych troczków. Jest jeszcze nie wykończona, dołem (gdzie najbardziej się brudzi) doszyję 10-cio centymetrowe pasmo materiału w kolorze czarnym. Szukam odpowiedniej tkaniny, o tej samej strukturze materiału, a najlepiej by była to tego samego gatunku czarna flanela. Nad balustradą znajduje się coś w rodzaju poręczy. Oplotłam ją ściśle czarną pasmanterią, tą samą, z której zrobiłam wiązane troczki. Na marginesie dodam, że cały, ogromny motek ozdobnej taśmy dostałam od Mamy Rafała. Znalazłam na nią już kilka zastosowań, także w kuchennym oknie.
I wiecie co? Tak bardzo spodobało mi się owe balkonowe wdzianko, że nawet po gruntownym remoncie nadal będę je ubierać :) Jest dużo bardziej przytulnie, zwiewnie, sielsko i romantycznie, czyli tak jak lubię :)







Mój mini raj o wymiarach 2,40 / 1,20 usytuowany jest w centrum „Afryki”, czyli mówiąc ściślej w części południowej, w pełnym słońcu, osłonięty od wiatru, gdzie latem powietrze przypomina opary wydobywające się z wulkanu. W takim raju można posiedzieć tylko wczesnym rankiem, lub moją ulubioną, wieczorową porą, kiedy to we wszystkich lampionach i latarenkach płoną świece. Wysokich temperatur nie wytrzymują także żadne roślinki. Próbowałam eksperymentować, ale wszystko kończyło się fiaskiem :( Zatem mój balkonik ubrany w sukienkę ozdobiony jest tylko martwymi przedmiotami, a żywą ozdobą są jedynie pieski :) Jedno mogę stwierdzić z ręką na sercu; kawa smakuje tutaj wybornie, książka znika w okamgnieniu, troski odchodzą w siną dal, a myśli stają się bardziej pozytywne...




Ja tu gadu-gadu, a czas się pakować, jutro wyjeżdżam.
Opuszczam mój mini raj na całe 10 dni, wybywam na moją wioseczkę.
Z Gospodarzem nie widziałam się już 4 tygodnie!
Musimy nadrobić rozłąkę, nacieszyć się sobą i uczcić dobrze zdany egzamin.
Zbliżają się majówki, czas spacerowania, grillowania
i „trawkowania” w sadzie pod jabłonką :)


Wszystkim tym, którzy nie mają sposobności by wyjechać na wieś,
lub na łono natury życzę miłego balkonowania :)