03.03.2013

Zalew. Pożegnanie zimy.

Tak było równy tydzień temu nad zalewem; mroźno i śnieżnie.
Niedziela skłaniała do spacerów, ludzie przychodzili z dziećmi i psami nad zamarzniętą taflę lodu, z pełnymi reklamówkami chleba, by nakarmić liczne ptactwo zimujące na tym terenie.
A my jak zwykle „łapaliśmy” chwile...








Momentami czułam się jak nad morzem. Było gwarno, ptaki przekrzykiwały się, kłóciły o racje pożywienia, całymi stadami krążyły nad naszymi głowami dając przepiękne pokazy lotów...





Spacer był cudowny! Ale wzywała rzeczywistość, musieliśmy wracać do domku, bo Gospodarz szykował się na nockę do pracy, mnie tym samym czekała pierwsza, samotna noc...


Mój "Rumcajs" na zimę zapuścił brodę.
Zawsze to cieplej i szalika nie trzeba ;)
A tak szczerze... To ja o to prosiłam...
Uwielbiam zarost! Jest MEGA MĘSKI ;)

***     ***     ***
Tak było jeszcze tydzień temu, a dzisiaj? Dzisiaj WIOSNA! :)
Niestety, jeszcze taka nieśmiała, niepozorna, delikatna, nazwę to po „imieniu”... brzydka... Śnieg odsłonił gołe drzewa, zeszłoroczną trawę i błoto pośniegowe, które momentami bywa po same kostki. Zerkając przez okno patrzę jedynie w górę, na bezchmurne niebo skąpane w słońcu.


10-cio centymetrowe pośniegowe "bagienko"

Zima jest moją ulubioną porą roku, trochę mi smutno, bo czas się pożegnać :( Dlatego na osłodę zaserwowałam sobie porcję czekolady, w duecie kawy z mleczkiem. Właściwie to taki mix złożony z czekolady białej, z kremem śmietankowym oraz truflowym. Mmmm, pycha! ;) Tylko nie myślcie, że wpałaszowałam całe trzy tabliczki! :D Co to, to nie! Grzecznie i kulturalnie skonsumowałam po jednym rządku z każdej, co razem dało dziewięć kostek (tak dla wyjaśnienia i samoobrony) ;)



Zmykam na obiadek. Dziś skromny i tzw „samotny”, bo samotnie go będę jadła. W roli głównej puree z grochu podane z masłem i solą, oraz duża porcja surówki z białej kapusty w ziołach i śmietanie. Wam także życzę SMACZNEGO, pewnie większość z Was o tej porze także zasiada do niedzielnego obiadku.


Do następnego razu Kochani :)