23.02.2013

"Buszowisko". Samce.


Drogie Koleżanki, jestem już na mojej kochanej wioseczce, mam chwilkę wolnego czasu i postanowiłam „skrobnąć” zaległą tematykę oraz poruszyć nurtujący Was dylemat, a mianowicie „zakupy w SH”.
Dostałam wczoraj 3 maile z zapytaniem o w/w sferę zakupową. Widzę, że niejedna z Was chętnie wybrałaby się do takiego sklepu, ale nie bardzo wie jak się do tego zabrać... Pozwolę sobie przedstawić wszystkim zainteresowanym moją osobistą strategię, którą zawsze i niezmiennie kieruję się czyniąc zakupy w sklepie z odzieżą używaną.
Wchodzę tylko do sklepów, w których odzież jest przywożona z Niemiec, Anglii, Włoch, Francji. Mam pewność, że są to markowe ciuszki, dobre gatunkowo, uszyte z najwyższej jakości materiałów, z dbałością o wykończenie i detale. Z całą pewnością nigdy nie trafię na chiński badziew. W sklepach takich rzeczy są zazwyczaj posegregowane w zależności od rozmiaru i koloru, każda rzecz ma swoją cenę, i wisi na osobnym wieszaczku. NIGDY nie robię zakupów w sklepach gdzie odzież leży w zbiorowych koszach i jest sprzedawana na wagę. Tam najczęściej trafiają „odpady” bardziej przypominające „szmatki” niż ciuszki. Żelazna zasada: NIGDY nie kupuję bielizny osobistej, bielizny nocnej, oraz obuwia! Co zatem najczęściej kupuję? Wszelkiego rodzaju bluzki, tuniki, kamizelki, swetry, kurtki, płaszcze, spódnice, spodnie, czasem torebka lub pasek. Ważne, aby przed zakupem ocenić wizualnie „stan używania”, a jeszcze lepiej jego braku. W tym celu zawsze oglądam mankiety rękawków, wykończenia pod szyją, kołnierzyki, dokładność przyszytych guzików, stan delikatnych koronkowych lub siateczkowych wstawek, dół długich spódnic. Brak zaciągniętych nitek, oczek w przypadku dzianinowych ubrań...
Wiem, że brzmi to dość „pracochłonnie”, ale z czasem nabiera się wprawy, a „BUSZOWANIE” w takich sklepach potrafi być ogromną przyjemnością niosącą satysfakcję z „upolowanej zdobyczy” :) Niezbicie najważniejszym aspektem zasługującym na ogromny plus jest fakt, że posiadamy rzeczy zawsze w jednym egzemplarzu. Jesteśmy niemal unikatowi nosząc na sobie ciuszki, których nie zobaczymy na innych osobach spacerując zatłoczonymi ulicami naszego miasta. Zatem, gorąco Was zachęcam; bądźcie odważne, unikatowe i nietuzinkowe. Bo każda kobieta jest inna :)
Przy okazji tematu ciuszkowego, mój manekin w nieco odmienionej wersji:


Było o NAS, to teraz troszkę o NICH...
Samce, bez względu na to z jakiego gatunku czy rasy się wywodzą są... delikatnie ujmując bardziej „wygodniccy” od samic. Wśród większości gatunków zwierząt to tylko ONE polują, wychowują potomstwo, czy budują gniazda (tak, wiem są wyjątki).
Wśród ludzi jest podobnie. Ona przy garach, on z pilotem w dłoni. Ona pierze, on siedzi przy kompie. Ona dźwiga zakupy, on udaje, że naprawia auto. Ona pomimo choroby gotuje obiad, on chory umiera w ogromnych cierpieniach z temperaturą już 37,5 stopni... Można wymieniać bez końca! Oczywiście i w tej kwestii bywają wyjątki (Rafałku Kochany, Ty jesteś właśnie takim wyjątkiem, więc wybacz te uogólnienia :*).
Ale do czego zmierzam? Ano do tego, że my – ludzie, czy raczej one – zwierzęta wcale nie różnią się w tej kwestii od nas. Oglądając od lat z ogromnym zamiłowaniem filmy przyrodnicze wyrobiłam sobie na ten pogląd zdanie, a teraz jedynie mogę go pogłębiać obserwując moje własne czworonogi... ON wielki, potężny samiec (tak mu się wydaje), zawsze szukający wygód i najlepszego miejsca, z rozkoszą oddający się pieszczotom, usiłujący wymusić na mnie litość miną „zbitego psa”. I ONA skromna, posłuszna suczka, która nie walczy o lepsze miejsce, poczeka, ustąpi, zaopiekuje się (samcem oczywiście). Dowody? Proszę bardzo, są i dowody ;)

Tak spać tylko Ramzes Wielki potrafi ;)

Maskotka albo kocyk...

Do góry brzuchem, albo na niej ;)

Ciekawi mnie, czy i Wy obserwujecie u swoich Pupili taką różnorodność zachowań między płciami? Na to pytanie mogą odpowiedzieć tylko osoby posiadające zarówno samice jak i samce tego samego gatunku. Z ogromna przyjemnością poczytam Wasze spostrzeżenia.

Nasuwa się pytanie: co my w tych samcach widzimy, że nie wyobrażamy sobie bez nich życia? Nie wiem co Wy widzicie, ale mogę zdradzić Wam co ja widzę... To są ramiona! Silne, duże, mocne, męskie, władcze... To właśnie dla tych ramion straciłam głowę, to za ich sprawą szybciej bije moje serce, to w końcu w nich czuję się tak bezpieczna, tak kochana, tak wyjątkowa... Tam znajduje się cały mój świat, moja bajka... :)

Ramiona "wypracowane" nie na siłowni, lecz w pocie czoła, co cenie w "samcach" najbardziej.

Zmykam zatem do mojej bajki, do mojej „krainy czarów” ;)
Do następnego razu Kochani :)