08.12.2012

Przegląd wydarzeń.


Z wielkim żalem przyznaję, że ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na wirtualny świat, gdyż do reszty pochłania mnie realna rzeczywistość.
Po raz pierwszy w życiu mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że dzieje się u mnie więcej dobrego, niż złego... Nadeszła moja ukochana pora roku, głowa już dawno nie dawała znać o sobie, serducho w miarę posłusznie funkcjonuje, polubiłam gotowanie, zwłaszcza, że najczęściej odbywa się w duecie, opuściła mnie depresja, za którą wcale nie tęsknię, schudłam tak ładnie, że wszystkie pary spodni wiszą na mnie totalnie nieładnie, wcielam w życie plany, które stały się naszymi i wspólnie je realizujemy, dostałam przepiękny prezent mikołajkowy, i najważniejsze... czuję się kochana w każdym najdrobniejszym aspekcie bycia razem!!! :)
Mój Gospodarz odwiedza mnie regularnie, co dwa tygodnie. Towarzyszy temu ten sam rytuał: dary natury zamknięte w słoikach, świeże warzywa, blacha pysznego ciasta, czasem mydełka nęcące zapachem, potpourri, lub inny „dodatek” dla ciała lub podniebienia. Ale najbardziej cieszy mnie On, Jego silne, szerokie ramiona, męski głos, ciepłe spojrzenie i dobre słowo... Ostatnio przybył do mnie w roli Św. Mikołaja i sprawił mi najpiękniejszy prezent! Jeżeli można „zwariować” na punkcie użytkowego gadżetu, to przyznaję, że właśnie zwariowałam ;)

Moja nowa, użytkowa "zabawka" ;) 
Rafałku... (czasami brak mi słów) jesteś KOCHANY :*

Im bliżej się poznajemy, tym coraz częściej odkrywamy, że łączy nas niemal wszystko. A najważniejsze jest to, że potrafimy ze sobą rozmawiać na wszystkie tematy, i absolutnie nigdy nie dochodzi między nami do ostrzejszej wymiany zdań, czy choćby riposty.
On mieszka w starym, 100-letnim domu z klimatem, a ja kocham takie domy z duszą. Oboje postanowiliśmy, że przywrócimy jego dawną świetność, i „wyciągniemy” na światło dzienne wszelkie jego atrybuty, które zostały skrzętnie ukryte pod płaszczykiem „nowej ery”...
Ja tworzę plany, projekty, aranżacje, a Rafał wciela je w życie. Na pierwszy ogień ruszyliśmy z kuchnią, czyli sercem domu. Kolejno, wszystkie ściany zostaną pozbawione regipsów, powstaną nowe tynki, na nowo ujrzy światło dzienne łukowa wnęka nad piecem. Przepiękny, drewniany sufit zwieńczony belkami, zostanie pozbawiony „nastu” warstw farby. Piec przejdzie renowację, a na końcu zajmiemy się podłogą i meblami, które zamierzamy zrobić sami, według własnego projektu. Cieszę się ogromnie, bo oczyma wyobraźni już widzę efekt końcowy... Niestety wszystko wymaga czasu. Wszelkie prace będziemy robić sami, krok po kroczku. Ciężko jest wydzielić czas na remonty, gdy pracuje się zawodowo, a oprócz tego sporo miejsca zajmują prace w obejściu i ogrodzie, zwłaszcza że większość spoczywa na barkach jednego mężczyzny.

Zdjęte regipsy oraz stare tynki.
Plecy” wnęki pozostaną ceglane:


Położone świeże tynki (w fazie dosychania).
Cegły wyczyszczone, przygotowane do położenia zaprawy ochronnej.
Tu także widoczny jest zaczątek wyłaniającego się drewnianego sufitu
spod niezliczonej ilości warstw starych farb:


Będąc ostatnio z Rafałem na spacerze, odwiedziliśmy targ staroci.
Dostrzegłam ją w stercie gratów i pomyślałam o wnęce nad piecem...


Podczas poprzedniej wizyty upolowałam 3 przedmioty w cenie 10zł.
Posiadam już sporą kolekcję wyrobów z cyny:


Małymi kroczkami realizujemy remont pięknej, starej chaty, ale wielkimi krokami zbliżają się święta, które w tym roku będą dla mnie ogromnym przeżyciem, a dlaczego wkrótce napiszę...

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie życząc zdrowia :)


PS
Moc serdecznych uścisków dla Meli, Polinne, Anusi, Krystyny, Dany oraz Dagi. Cmok :*