08.11.2012

Jak z kamienia...


Uwielbiam kamienne figurki, niestety mają jedną poważną wadę, są dosyć drogie. Idę w tej kwestii na kompromis i robię je sama. Tzn... z małym oszustwem rzecz jasna ;)


Do tego celu najlepiej sprawdzają się tanie, kolorowe, „jarmarczne” figurki wykonane z konglomeratu ceramiczno – alabastrowego, które do złudzenia odzwierciedlają rzeczywistość. Taką figurkę najpierw dokładnie pokrywam dwukrotnie farbą akrylową w kolorze popielatym z największą dbałością o każdy zakamarek i najmniejszy szczegół. Następnie białą farbą akrylową, metodą suchego pędzla maluję bardzo delikatnie całą figurkę w taki sposób, aby wszelkie zakamarki i zagłębienia pozostały niezamalowane. Gotowy produkt do złudzenia przypomina kamienny wyrób. Przy okazji także pomalowałam na biało dwa plecione koszyczki.



Kamienne” figurki przed:


Moje obecne życie to nieustanny cykl „dwutygodniowy”...
Dwa tygodnie oczekiwania na mojego „Gospodarza” - kilkudniowe cieszenie się sobą - dwa tygodnie oczekiwania... I tak w kółko...
Wieczorami częściej bywam sama, a teraz wieczory są coraz dłuższe i coraz chłodniejsze, toteż rozgrzewam ciało, duszę i umysł gorącymi herbatkami, relaksacyjną muzyką, blaskiem świec, podjadaniem orzechów włoskich, lub rozmową przez kamerkę (oczywiście wiadomo z kim ;)).
Ostatnio podczas takiej rozmowy tak zmarzłam, że przed kamerką siedziałam
UWAGA I: w czymś wełnianym na czerepie (zaznaczam, że nie była to czapka), a na rękach miałam naciągnięte getry, które zimową porą zwyczajnie noszę na nogach! :) Przy czym chcę podkreślić, że tego dnia temperatura w moim „m” wynosiła
UWAGA II: 21'C!!! Sama zachodzę w głowę jak to możliwe :)

Chcecie się pośmiać z „Czyngis-chan'a”?
Tak nazwał mnie mój "Gospodarz" :)
Proszę bardzo, oto i on, tzn ona ;)


W temacie świec dodam, że uwielbiam palić je we wszelkich możliwych, ażurowych wnętrzach. Blask, który wydobywa się przez multum szczelin daje niesamowicie romantyczne, delikatne i rozproszone światło...

Lampion widoczny po prawej stronie jest prezentem od naszej blogowej koleżanki Justki "dotblogg".
Justyś, dziękuję Ci raz jeszcze, uwielbiam go! :)

*          *          *          *          *
Na koniec listopadowe niebo o zachodzie słońca nad moim osiedlem:





W kolejnym poście odsłonię jesień w moim „m”...
A teraz żegnam się życząc Wam spokojnej nocy i kolorowych snów :)