31.10.2012

Halloween.


Specjalnie nie przepadam za tym typowo amerykańskim świętem, ale... każda okazja jest dobra, by zapalić świeczkę i wprowadzić ciepły nastrój. W dodatku, jeśli ma się Syna, który w swojej przepastnej kolekcji „przydasi” posiada szklankę z nadrukiem dyni, mroczną figurkę postaci z gry komputerowej, oraz plastikową czaszkę do nauki anatomii, to może okazać się, że i u mnie powiało „Ameryką” ;)



Na wioseczce też dzisiaj gości niecodzienny widok...
Mój Gospodarz specjalnie w tym celu wyhodował kilka dyń. Dziś je „wypatroszył”, powycinał, i mam nadzieję, że o tej porze już się palą przed domem odstraszając wszelkie złe moce ;)



Jak widać na załączonej fotce, jest trójzębna, dwuzębna i jednozębna :))

Synuś także dał się „wciągnąć” w halloween'ową zabawę
i w makeup'ie Księcia Drakuli udał się na prywatkę...




Kusi mnie aby tego dnia zrobić coś szalonego...
Wiecie co mi chodzi po głowie?
Suknia gotycka i pazurki do kompletu :)
A potem długi spacer najbardziej uczęszczanymi uliczkami...
Odważycie się? :)



Zapewne Wy również ten dzień spędzacie nieco inaczej, radośnie, z przymrużeniem oka. Wobec tego dobrej zabawy Wam życzę :)
Wszak, jutro już tak wesoło nie będzie. Dla mnie dzień 1 listopada jest dniem głębokiej zadumy i rozmyślania, o tych którzy odeszli, których tak bardzo kocham, i noszę głęboko w sercu...