13.10.2012

Dom z duszą...

Czym byłoby życie na wsi bez domu?
Tym, czym życie w domu bez duszy...

Prawie 100-letni dom, prawdziwy dom z duszą.
3 pokoje, kuchnia, łazienka, korytarz. Schody prowadzące na górę, gdzie czeka na adaptację duży strych z oknami. We wszystkich pomieszczeniach przepiękne belki stropowe, dodatkowy, wąski korytarzyk z łukowym sufitem, kuchnia z piecem kaflowym nad którym znajduje się półokrągła wnęka w ścianie, obecnie zakryta regipsami.
Jestem oczarowana staruszkiem...




Chester, dla domowników Czesiu :)
Co ja się z nim miałam...
Buziaków nie było końca, były też próby wchodzenia na kolana.
Miałam także wątpliwy "zaszczyt" być... opsikaną!
Tak się "malutki" chłopczyk cieszył, że aż ze szczęścia popuścił... ;)







Grzeczny Czesiu.
Pan gazetą postraszył i od razu "chłopak" przypomniał sobie, gdzie jego miejsce ;)





Ogród. Dosyć duży, zadbany, na końcu którego płynie w dole rzeczka.
Są obficie rodzące drzewka owocowe, i wydzielona część na warzywa. Do woli objadałam się przepyszną odmianą twardych, bardzo soczystych jabłek i słodziutkich gruszek "Paryżanek". Jest wszystko co niezbędne, aby przygotowywać w sezonie zdrowe, swojskie posiłki i zrobić przetwory na zimę. Przyznam też, że jest co kosić, czego miałam okazję doświadczyć osobiście, a raczej moje ręce :)


Widok na część ogrodu za domem:


 




Jednak duszą domu są ludzie, którzy go zamieszkują i tworzą specyfikę klimatu.
W „moim” wiejskim domku Gospodarzem jest mężczyzna, który podobnie jak ja tylko ciałem należy do obecnej epoki, zaś dusza romantyka błąka się zagubiona w obcym, nieprzyjaznym świecie szukając swojej idealnie przystającej, drugiej połowy. Być może właśnie dlatego od pierwszej chwili znaleźliśmy wspólny język we wszystkich możliwych sferach życia. Jest niczym zapomniany przez świat Rycerz, który otacza swoją Damę Serca troską, opieką, szacunkiem i oddaniem poprzez słowa, gesty i czyny...

Rano szykuje śniadanko pamiętając o jej lekach na serce... Doskonale odnajduje się zarówno w ogrodzie, jak i w domu: kopie, sadzi, zbiera, kosi, sprząta, gotuje, robi zakupy czy przetwory na zimę... Otwiera przed nią drzwi do samochodu... Wieczorem rozściela jej łóżko i szykuje gorącą kąpiel w wannie... Gdy ma natchnienie gra na gitarze i śpiewa pięknym, typowo męskim, lekko chrypliwym głosem Stinga... Delikatnie całuje ją w czółko odgarniając niesforne kosmyki włosów, co czyni wielokrotnie w ciągu dnia... Zawsze i wszędzie spaceruje trzymając ją za rękę... W wolnym czasie zamiast wpatrywać się bezmyślnie w ekran telewizora woli czytać książki, kolejne opasłe tomy powieści... Po kąpieli naciera jej rozgrzane ciało balsamem, by w chwilę później wziąć ją w ramiona, aby mogła spokojnie i bezpiecznie zasnąć... W nocy budząc się okrywa ją kołderką aby nie zmarzła... Rano budzi ją niewinnym pocałunkiem i czułym „dzień dobry Kochanie”... Myje jej włosy swoimi dużymi, męskimi dłońmi... Spogląda na nią czule z góry (20 cm wyższy) błękitem swoich oczu, niczym niebo na jej piwną ziemię... Nie unosi się, nie denerwuje, nie podnosi głosu. Zawsze dobry, zawsze serdeczny i ciepły, zawsze z anielską cierpliwością i stoickim spokojem... Mam ogromny przywilej być w "Jej" skórze...




Brzmi jak bajka, niewiarygodna lecz prawdziwa. Ale ja, jako typowa Alicja z Krainy Czarów przez całe swoje dorosłe życie, przez 20 lat szukałam właśnie takiej bajki, swojej bajki, wyśnionej i wymarzonej. Nigdy nie śniłam o bogactwie, dobrobycie, sławie i pieniądzach. W moich sennych marzeniach zawsze widziałam spokojną wieś, mały stary domek, a przede wszystkim wrażliwego człowieka, który dobrem będzie odpłacał dobro.
Tego jednego, jedynego "Kotusia" na resztę życia...
Wszystkie bajki mają szczęśliwe zakończenie, więc nie powinnam mieć obaw.
Jednak... boję się. Boję się panicznie! Doświadczona wcześniejszymi niepowodzeniami życiowymi, wiem, że w każdym momencie czar może prysnąć niczym bańka mydlana.
Jest we mnie tyle samo wiary ile zwątpienia... Tyle samo radości co smutku... Tyle nadziei co obaw... Tyle miłości co daleko idącej ostrożności...
Jest we mnie cała masa sprzecznych odczuć w kolorach BLACK & WHITE...
Jednak nie poddaję się, nie załamuję i nie zamykam w sobie. Staram się wierzyć, być dobrej myśli, zaufać i kroczyć do przodu. Czas jest najlepszym i najmądrzejszym doradcą, i to właśnie on pokaże czy trafiłam do właściwej bajki...
Dzisiaj czuję się najszczęśliwszą Damą u boku najszlachetniejszego Rycerza :)
I niech tak pozostanie. KROPKA - AMEN

"KOBIETY SĄ PO TO BY JE KOCHAĆ,
A NIE PO TO BY JE ROZUMIEĆ"
Napis na roboczej koszulce mówi sam za siebie ;)



Cały świat zamknął się dla mnie w jednym człowieku,
a ja dla tego człowieka stałam się całym światem...



Nigdy wcześniej nie spotkałam bratniej duszy,
która byłaby tak idealną repliką mojego dalece zakorzenionego romantyzmu,
tyle że w męskim wydaniu...


W dodatku interesuje się fotografią!!!
Czyli mamy wspólną pasję! :))
Jeśli ktoś ma niedosyt zdjęć, zapraszam na nasze blogi fotograficzne:

Pozdrawiam Was szczęśliwa i pełna wiary...

PS
Dziękuję Rafałku za zgodę i aprobatę w kwestii publikacji zdjęć Twojego domostwa,
jak również wizerunku Twojej osoby. Ściskam Cię mocno i czekam na Ciebie :*