20.10.2012

A nie mówiłam :)

Los podarował nam kolejne 10 dni, które spędzamy razem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wspólne zakupy, gotowanie, sprzątanie, fotografowanie, spacerki po mieści, czy wyjazdy za miasto.
Jak zawsze, i tym razem mój dobry „Gospodarz” nie zjawił się z pustymi rękoma... Napakowane po brzegi siatki i reklamówki wnosiliśmy z auta do domu robiąc dwa kursy. Ziemniaki, orzechy, resztka warzyw z ogrodu, 20 słoików z gotowymi przetworami własnej roboty, arbuz wyhodowany „pod oknami”, i...blacha pysznego ciasta, tzw. „sernik z rosą”. Przyznam, że ten ostatni smakołyk wzbudził we mnie ogromną ciekawość. Ciasto w charakterystyczny sposób „poci się”; uwalnia drobniutkie kropelki, które osadzają się na wierzchniej warstwie, co do złudzenia przypomina tworzącą się rosę o poranku. Przy tym jest bardzo delikatne, puszyste i mokre, po prostu pyszne! :)




Kotuś, jesteś KOCHANY! Cmok :*

Jutro niedziela, która zwiastuje piękną, słoneczną, jesienną pogodę.
Po śniadaniu zabieramy nasze aparaty i jedziemy na spacer do lasu.
O tym, czy udało nam się uchwycić polską, złotą jesień napiszę w kolejnym poście. A teraz żegnam się z Wami zza klawiatury komputera, i zerkam obok, na mojego zaczytanego mężczyznę. Obraz, który widzę wzbudza we mnie uczucie euforii, i jedynie utwierdza w przekonaniu, że życie jest piękne, oczywiście życie we dwoje...


Czasem wydaje mi się, że śnię.
Jeśli tak, to obym się nigdy nie obudziła...

Życzę Wam cudownej, słonecznej niedzieli :)