17.07.2012

Pięterko. Abażurek. Psia miłość.

Mieszkano nie jest z gumy (niestety!), przedmiotów przybywa, a upychać nie ma gdzie :(
Za dwa lata problem niejako rozwiąże się sam, kiedy to synuś malusi na studia wybędzie, a mamunia wreszcie przerobi pokój rycerski na swoją wymarzoną sypialnię. 1/3 bibelotów zadomowi się właśnie tam, ale póki co, upycham wszystko gdzie tylko mogę.
I tak właśnie wpadłam na pomysł „pięterka”, a właściwie to raczej „parteru”...
Miałam tacę falistą małą, do niej zamówiłam tę, w rozmiarze największym, gdyż idealnie wymiarami wpasowała się na dół drewnianego stolika rozkładanego. Od razu ją pobieliłam i utworzyłam dodatkową półeczkę, którą mogę zaaranżować niskimi przedmiotami; położony bukiecik kwiatów, wianek, świece, kamienie, muszelki, szyszki, szmatki...
Mała tacka zajęła miejsce na górze, razem tworzą komplet:
*
*
*
Przerobiłam po raz kolejny abażurki małych lampeczek z Jysk'a.
Najpierw doszyłam czarną koronkę.
Potem doczepiłam krótkie sznureczki wiszących koralików dołem abażurka.
A teraz jest tak, i ta wersja podoba mi się najbardziej:
*
*
*
Na stoliku, który od Bożego Narodzenia stoi pod oknem ciągle zmienia się wystrój.
Lampka powędrowała na parapet, stamtąd idealnie oświetla cały kącik:
*
*
Mały miś wygrzewa się w promieniach słońca ;)
*
I jeszcze wzmianka na temat miłości, tej prawdziwej, tej bezwarunkowej, tej na wieki...
O miłości wśród zwierząt.
Pisałam wielokrotnie, że moje małe kundelki nie potrafią żyć bez siebie. Razem śpią, razem spacerują, razem idą do moich Rodziców, razem wyjeżdżają za miasto i do weterynarza. Razem nawet jedzą, choć to muszę przyznać wygląda przekomicznie :) Gdy są na dworze luzem, zawsze starają się być w zasięgu wzroku. Jeśli Ramzes buszuje w krzakach i tracę go z oczu, natychmiast z pomocą przychodzi Gaja, która błyskawicznie odszukuje przyjaciela, raz zaszczeka (forma wołania), jeśli Ramzes udaje, że nie słyszy, wówczas sunia podbiega, łapie go delikatnie ząbkami za tylną łapę, i już po chwili razem pędzą w moją stronę dwa rozradowane „merdacze” :)
W czasie Ramzesa choroby pieski były wyprowadzane osobno. Wówczas ten, który zostawał w domu przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy... Kładło się psisko pod drzwiami, nos wciskało w szparę przy podłodze, oczy smutne, i cichutkie popiskiwanie rozlegało się po mieszkaniu tak długo, dopóki towarzysz nie wrócił do domu. Czasem taki stan rzeczy trwał nawet kilka godzin, jeśli Oskar z jednym z nich wybył do Dziadków. Powitania nie będę opisywać, to jest po prostu „szał pał” ;)
Obserwując moje kochane Maluchy ciągle zadaję sobie pytanie:
„Dlaczego wśród nas – ludzi nie ma takiej miłości?”
Jesteśmy na najwyższym szczeblu w hierarchii ewolucji. Powinniśmy stanowić przykład dla tych niżej rozwiniętych. Często niestety łapię się na tym, że to właśnie one – zwierzęta są dla nas – ludzi doskonałym przykładem z wielu życiowych zagadnień, jak chociażby: miłość, wierność, przywiązanie, posłuszeństwo czy macierzyństwo...

Maluchy podczas niedzielnej „modlitwy”:

W trakcie polegiwania na kolankach:

W czasie głębokiego, nocnego wypoczynku:

NIE WAŻNE GDZIE I JAK, ALE WAŻNE Z KIM...
I moje psy doskonale o tym wiedzą.

Pozdrawiam Was serdecznie :)