25.07.2012

Otoczaki. Tunika.

Od kiedy pamiętam, zawsze lubiłam zbierać kamyczki, kamienie, kamulce...
Kolekcja liczy blisko kilkanaście kilogramów i zalega w piwnicy czekając na swoją okazję. Takiej chwili doczekały się OTOCZAKI. Są to fragmentaryczne części minerału lub skały, które podczas transportu przez strumień rzeczny zostały wygładzone, zaokrąglone i ujednolicone. Kamienie toczą się po dnie koryta, ocierając się o siebie i obtaczając większe ziarna na mniejsze. Taka naturalna obróbka, której najczęściej poddawane są kwarcyty, kwarce, oraz piaskowce.
Przyniosłam do domu kilka sztuk, bo w głowie zaświtał mi pewien pomysł...
Pomalowałam kamienie białą, rozcieńczoną farbą akrylową. Po wyschnięciu, cieniutkim pędzelkiem naniosłam odręcznie napisy czarną farbą. Całość delikatnie oprószyłam matowym lakierem w sprayu.





*          *          *          *          *
Odchudzanie, oprócz tego, że jest mozolne, pełne wyrzeczeń i czasochłonne, to jeszcze niesie za sobą dodatkowe skutki uboczne, a mianowicie ciuchy! Mam na myśli fakt, że wszystko to, co było na mnie idealnie dopasowane, teraz wisi niechlujnie w nieładzie :(
Z bluzkami raczej nie mam problemu, spódnice są wszystkie na gumkach, więc dopasowują się samoistnie, ale spodnie, szok! Większość dni w roku ubieram się właśnie w spodnie, spódnice noszę tylko latem. Wyglądam teraz tragicznie; nogawki w udach za szerokie, na tyłku wisi nadmiar materiału, krocze spadło w dół, no bieda z nędzą!
Co kilka tygodni przerabiam po raz kolejny wszystkie pary spodni. Z nogawkami nie mam problemu, ta czynność jest prosta, ale gorzej z górną partią, nie potrafię dobrze szyć :( Spodnie już nie prezentują się tak estetycznie jak w oryginale.
I wtedy jedynym ratunkiem są tuniki, które na nowo musiałam przeprosić. Zakrywają cały ten „bałagan”, i dają poczucie komfortu... psychicznego :)


Dopóki moja sylwetka nie osiągnie zamierzonego efektu, dopóty będę stosować kamuflaż w postaci tunik, i dłuższych okryć. A potem... potem nie pozostanie nic innego, jak zaopatrzyć się w kolekcję nowych spodni. I znowu będzie wydatek... :(

Pytacie mnie w mailach jak postępy z gubieniem kilogramów, ile już udało mi się stracić. Moje Drogie, przyrzekam, że nie wiem ile schudłam, tak samo jak nie wiem, jaka była moja waga wyjściowa przed odchudzaniem. Od kiedy mi się przytyło, zawarłam pakt sama ze sobą, że nigdy nie stanę na wagę, i jak widać dotrzymałam słowa. Ale skoro nie liczby, to może te zdjęcia będą jakimś wymiernikiem tego, co już ze mnie ubyło:


Chyba widać efekt gołym okiem?
Oczywiście mój szanowny „telewizor” nadal pozostał w stylu iście "murzyńskim" (taka już jego uroda), i nadal ekran jest w formacie nie 4:3, ale pełnoekranowa PANORAMA ;)

To ja teraz z iście panoramicznym uśmiechem na twarzy
żegnam się z Wami do następnego razu :)