01.07.2012

Mix pogodowo - uczuciowy.

Mamy wreszcie wytęsknione lato!
Tyle, że „afrykańskie” a nie polskie... :(
Europejczycy nie są ani stworzeni, ani przystosowani do tak skrajnie wysokich temperatur, dlatego większość z nas w takie dni nie czuje się najlepiej. Pamiętam tę porę roku z dzieciństwa; było przyjemnie ciepło, temp 23 – 25 stopni, wieczorem lekka burza, czasami pokropił deszczyk. To były piękne czasy.
*
*
Od kilku lat zwracam uwagę na pewien aspekt, a mianowicie ludzką obłudę...
Zimą w większości narzekamy; a że roztopy, a że mróz, a że ślisko...
Zauważamy, że cierpią bezdomni, że giną w wyniku mrozów bezbronne zwierzęta, że psy przymarzają do własnych bud, pod okiem „kochających” właścicieli. Z reguły nie lubimy zimy, dlatego jest łatwiej dostrzec jej negatywne aspekty.
Zupełnie inaczej ma się sprawa jeśli dotyczy to naszej ukochanej pory roku, czyli lata. Czekamy, tęsknimy, wreszcie możemy się popluskać w morzu, nazbierać muszelki, delektować się leśnym spacerkiem w cieniu drzew, czy zjeść mega porcję lodów z bitą śmietaną. Wsiadamy w klimatyzowane auta, muza na full i pędzimy przed siebie w poszukiwaniu wakacyjnych wrażeń.
Nie zwracamy w ogóle uwagi na fakt, że to nasze ukochane lato jest w większym stopniu zabójcze od zimowych mrozów...
Nie od dziś wiadomo, że dla zdrowia znacznie groźniejsze jest przegrzanie organizmu niż jego wychłodzenie. Zimą zawsze możemy włożyć na siebie dodatkowe okrycie, zawsze możemy się gdzieś ogrzać, zjeść coś ciepłego. Organizowane są akcje dla ludzi bezdomnych oraz zwierząt. I chwała za to, bo dzięki temu mamy znacznie mniej ofiar potężnych mrozów.
Przez 7 lat „pomieszkiwałam” u ojca mojego dziecka, gdzie okna wychodziły na drogę dojazdową do miejskiego szpitala. Nigdy tak często nie krążyły karetki pogotowia na sygnale jak właśnie w czasie upałów. Małe dzieci, osoby w starszym wieku, ludzie chorzy na serce i sprawy krążeniowe, chorzy na astmę, to największa grupa ryzyka. Zwierzęta przykute do budy bez grama wody, lub przykute do muru bez „deczka” cienia nad głową! Bezdomne psy i koty w miastach, które w czasie suszy nie mają nawet wody w kałuży. Ludzie żyjący „pod mostem”, którzy nie mogą sobie pozwolić na butelkę wody mineralnej.
*
*
*
O tym raczej nie mówimy, cisza w eterze. Dlaczego? Bo jest nam „nie po drodze” narzekać na naszą ukochaną porę roku. Przecież jest tak uroczo; pluskamy się w wodzie, spacerujemy w cieniu lasu, jemy pyszne lody...
*
*
Przejeżdżając ostatnio przez małe miasteczko zauważyłam pod dyskontem spożywczym „poczekalnię dla zwierząt”. Z wrażenia aż musiałam pstryknąć fotkę telefonem. W pierwszej chwili uśmiechnęłam się sama do siebie i pomyślałam, że jako ogół społeczeństwa robimy daleko idące postępy.
Ale po chwili mina mi zrzedła :( „Kącik dla zwierząt” był zaopatrzony w poręcz, do której można przywiązać psa, była też miska pełna świeżej wody. Niestety miejsce przeznaczone dla naszych czworonogów znajdowało się od południa, w pełnym słońcu, bez grama cienia i jakiegokolwiek zadaszenia! Market był naprawdę dużych rozmiarów, czego nie widać na zdjęciach. Czasem w takich sklepach schodzi nam ok 2 godzin na zrobienie sporych zapasów do domu. Nawet nie chcę myśleć jak wygląda i co czuje taki uwiązany psiak po dwóch godzinach w pełnym słońcu! Chyba ktoś, kto był pomysłodawcą tej „poczekalni” nie do końca przemyślał temat od strony praktyczno - użytkowej, a szkoda :(
*
*
Dzisiaj jest ostatni dzień „Lata kwiatów”, 3-dniowej imprezy, która odbywa się od lat w Otmuchowie.
Nie pojechałam, bo... stchórzyłam! :(
W dodatku z dwóch powodów. Po pierwsze, nie czułam się na siłach, by w ogóle wyjść z domu. Z powodu upałów i problemów z sercem mam tak potężne obrzęki stóp, że nie mogłabym założyć żadnych butów! :(
Jest tez druga strona medalu, moja delikatna i marna niczym puch psychika...
Przez ostatnie 1,5 roku zawsze fotografowałam z Nim. Z nikim innym tak dobrze się nie rozumiałam w kwestii fotografii. Mieliśmy to samo spojrzenie na świat, nasze ujęcia były robione jakby jedną ręką, porozumiewaliśmy się bez słów...
Jeszcze 4 miesiące temu razem robiliśmy zdjęcia zimowych krajobrazów, brnęliśmy w śniegu po kolana trzymając się za rękę, w drodze do schroniska, które znajdowało się na szczycie szlaku. Było wesoło, romantycznie i tak... cudownie bezpiecznie.
*
*
Dzisiaj miałam robić zdjęcia z ludźmi, którzy tak naprawdę są mi obcy. Nie byłoby trzymania za rękę, nie byłoby tego samego spojrzenia na świat, ani tym bardziej porozumienia bez słów...
Bałam się jechać... Bałam się, że mogą wrócić wspomnienia, że nie dam rady i w pewnym momencie schowam się gdzieś za drzewem, by móc się wypłakać...
Zostałam w domu, tu czuję się bezpiecznie.
A jeśli zajdzie potrzeba chwili, mogę się też bezpiecznie wypłakać...

Pozdrawiam