31.07.2012

Mini klateczka. Ogródek rodziców.

Wracając obładowana zakupami „lodówkowymi” mijałam mały sklepik z „pierdółkami”. Na wystawie stała taka śliczna, malutka, słodziutka mini klateczka na świeczkę tea-light. Nie mogłam się oprzeć! Lubię miniaturki, nie wiem czy z upodobania, czy raczej z braku miejsca na rzeczy normalnych, tradycyjnych gabarytów. Całkowita wysokość to zaledwie 16 cm.


Miniaturkę tego świecznika zakupiłam kilka lat temu na pchlim targu. Jest mosiężny i liczy tylko 12 cm. Pasują do niego świeczki tortowe. Rzecz jasna, przerobiłam go na "swoją nutę". Pomalowałam na czarno, a potem metodą suchego pędzla "oprószyłam" bielą. Lubię, gdy stoi w towarzystwie ramki ze zdjęciem, lub wazonika z kwiatkami.


Przez kilka dni znowu męczyła nas kolejna fala upałów. Jakoś to przetrwałam... jakoś! Dla mojego niewydolnego serca wchodzenie pod górę, dźwiganie oraz upał to „zabójcze” czynniki. Pierwsze dwa mogę niemal wyeliminować, ale ten ostatni już nie leży w mojej mocy. Wychodziłam z domu dopiero ok 18, aby chociaż trochę pobyć na powietrzu. Zazwyczaj szłam do ogródka Rodziców, gdzie w gronie najbliższych prowadziłam długie, rodzinne dyskusje o życiu...





Lubię tę starą kamienicę, stojącą po przeciwnej stronie ulicy.
Co ciekawe, przetrwała wojnę w stanie nienaruszonym, podczas gdy budynek,
w którym mieszkają moi rodzice został zrównany z ziemią i ponownie odbudowany.




Do łask znowu wróciły obiadki w formie super light, np. fasolka szparagowa (którą uwielbiam) na masełku, w bułce tartej.


Moje błagalne modły zostały wysłuchane, upały zelżały, temperatura spadła. Ostatnie dwa dni z ledwością chodziłam po mieszkaniu trzymając się ścian, o zgrozo! Najgorsze były noce; duszności, częstoskurcz serca i ten paniczny strach... Miałam już serdecznie dość walki „sama ze sobą”! Na szczęście już jest ok, wracam powoli do pełni życia. Świat jest taki piękny! :)

Pozdrawiam Was serdecznie :)