25.06.2012

Moje BLACK & WHITE

Hmmm... od czego zacząć?
Zacznę może od początku...

Już jako dziecko, a potem nastolatka nie lubiłam „tego co wszyscy”. Nigdy nie miałam „parcia” na to by mieć taką samą bluzkę jak ma koleżanka, takie same kolczyki czy piórnik. Nie praktykowałam modnych wówczas „wymianek”, które odbywały się na zasadzie „ty mi daj ponosić swoją różową bluzkę, a ja tobie dam ponosić moją sukienkę w kwiatki”. Katalogi z modą przeglądałam tylko dla zasady, aby nie być zupełnie zieloną w temacie i wiedzieć „co w trawie piszczy”. Nigdy nie miałam idoli, nie miałam tym samym potrzeby aby kreować się i upodabniać do kogokolwiek ze świata „gwiazd”.
Zawsze chciałam być "sama sobą”.

 "Lumpeksowa" zdobycz sprzed 10 lat!
*
Cały czas eksperymentowałam; przerabiałam gotowe ciuszki, skracałam je, farbowałam, obszywałam, rozcinałam, doszywałam...
W wieku ok 16 lat ubierałam się w obcisłe czarne getry + czarne długie wąskie swetry, których rękawy podwijałam do łokci. Biżuterią były dosyć okazałe elementy w postaci metalowych bransolet, kolczyków, oraz skórzanych rzemieni, które kilka razy oplatałam wokół szyi i nadgarstka (widoczne na środkowym zdjęciu). Kolor włosów jak widać także poddawany był próbie... Nigdy więcej!
*
Ha, ha, wyglądam jak wystraszony zając pod miedzą ;)
Na środkowym zdjęciu mam 17 lat, na bocznym ok 20.

Wtedy właśnie zrodziła się miłość do czerni...
Z czasem mój styl młodzieżowy zaczął przekształcać się w bardziej świadomy wybór tego, w czym chcę chodzić ubrana. Przez kolejne lata nadal eksperymentowałam, aż w końcu mogę szczerze i otwarcie powiedzieć, że udało mi się wypracować swój...


Od ponad 20 lat chodzę ubrana tylko w czerni, lub czerni z bielą.
Moja garderoba jest znacząco okrojona i stanowią ją:
  • spodnie długie
  • spódnice maxi długie
  • spódniczki krótkie, tzw „nakładanki” (stosuję je w połączeniu ze spodniami)
  • bluzki z długim rękawem
  • bluzki letnie na ramiączkach
  • bolerka (zakładam je tylko na bluzeczki na ramiączkach)
  • tuniki i narzutki
  • swetry rozpinane
Przy noszeniu odzieży w jednym kolorze pojawia się problem nudy i monotonii. Dlatego chciałam wprowadzić elementy stroju, które będą się wyróżniać i przełamywać monotematykę wizerunku. Kupując rzeczy skupiam się na na ich długości, ogonach, rozcięciach, szyfonie, falbankach, koronkach, siateczkach, drabinkach, dekoltach... Uwielbiam rozszerzane rękawy, linię bliską ciała, fason odcięty pod biustem, spodnie i spódnice długie do samej ziemi. Kocham skórzane i metalowe dodatki, duże torebki, srebrną i metalową dużą biżuterię (kolczyki, wisiory, pierścienie, bransolety).

Dzianinowe bolerko z kapturkiem i wiązaniem pod biustem upolowane w maju tego roku :)
*
Nie skupiam uwagi na sukienkach, rajstopach, podkolanówkach, podkoszulkach, kamizelkach, spodniach typu rybaczki, garsonkach, żakietach, itp., gdyż tych elementów garderoby po prostu nie lubię i nie noszę.
Jako ciekawostkę powiem, że nie mam ciuszków tzw codziennych i od święta. Obce mi są praktyki strojów na niedzielę, do kościoła, na wesele czy sylwestra. Przez okrągły rok, bez względu na okoliczności zawsze jestem sobą, i zawsze ubieram się w swoim stylu. Zatem tak ubrana idę do marketu po zakupy, na spacer z psem, do ogródka mamy, z koleżanką do kawiarni, czy nawet do piwnicy ;)

Moje największe cacuszko: ogoniasto - falbaniasty swetr upolowany w marcu :)
*
Kolejną ciekawostką jest fakt, iż od kilku lat ubieram się wyłącznie w dobrych "lumpeksach". Tradycyjne sklepy omijam szerokim łukiem ;) Tylko "szmatlandie" mają w ofercie rzeczy, które są w stanie sprostać moim oczekiwaniom. Mam również tę pewność, że zakupiona rzecz jest jedna, jedyna, niepowtarzalna.
Wyjątek stanowią buty, oraz bielizna zarówno dzienna jak i nocna.

Właściwie niemal każda zakupiona rzecz przechodzi przez moje dalsze metamorfozy. Nie byłabym sobą i wręcz „muszę bo się uduszę” gdzieś rozciąć, przerobić, doszyć, czasem całkiem zmieniając początkowe przeznaczenie zakupionej rzeczy.


*
*
Po co to wszystko opisuję?
Bo chcę Was Drogie Kobietki gorąco zachęcić do wypracowania własnego stylu. Noście odważnie to co się Wam podoba, i to co kochacie. Nie sugerujcie się modą, która przemija wraz z kolejnym topniejącym śniegiem. Odwagi! Szyjcie same, przerabiajcie, ozdabiajcie wedle Waszego gustu i zamiłowań. Ważne, abyście to WY dobrze się czuły w swojej „drugiej skórze”.
Osobiście może mi tysiące ludzi mówić, że niekorzystnie w danej rzeczy wyglądam, ale jeśli ja się w tym dobrze czuję, będę dumnie ją nosić. Działa to także odwrotnie, może mi tysiące ludzi mówić, że jest mi w tym dobrze, ale jeśli ja sama źle się w tym czuję nigdy tego nie założę.
Miłość do czerni, do mojego ukochanego stylu była okupiona wieloma przeciwnościami losu. Nawet nie wiem ile razy słyszałam teksty typu: taka młoda, fajna i ciągle w czerni, zakonnica, czarna wdowa...
Niejedna osoba próbowała mnie zmienić na siłę, wcisnąć jakieś kolorki, sukienusię, spodnie rybaczki.
Wtedy jednak nie byłabym już sobą.
A dla mnie bardzo ważne jest, aby być i żyć zawsze w zgodzie z samą sobą.
Dopiero wówczas czuję się szczęśliwa i silna na tyle, by móc dzielić się szczęściem z innymi...

Gdybym miała jednoznacznie wskazać jaka część garderoby jest moją ulubioną powiedziałabym... bolerka :)
Dlaczego, zdradzę Wam w kolejnym poście :)
Będzie także kursik jak samodzielnie w prosty sposób zrobić bolerko.
*          *          *          *          *
Na prośbę Pani Karoliny, która napisała do mnie maila publikuję zbliżenia łańcucho - korali.
Serdecznie Panią pozdrawiam :)
*
*
*
*
Do następnego razu Kochani :)