29.06.2012

Cynowe miniaturki.

Jakiś czas temu kupiłam na aukcji Allegro cynowe miniaturki. Pan, który je sprzedawał chyba likwidował całą swoją kolekcję dzieląc ją na poszczególne grupy. Zależało mi na lampce nocnej, dwóch świecznikach, telefonie, młynku do kawy, oraz wadze. W komplecie były także dwa kufle z otwieranymi wieczkami.
Jakie było moje zdziwienie, gdy rozpakowując przesyłkę moim oczom ukazała się dwa razy większa kolekcja od tej, którą nabyłam! Pomyślałam, że człowiek się pomylił i wysłał razem z moim czyjeś zamówienie. Napisałam maila. W odpowiedzi czytam: „Witam, nie zaistniała pomyłka. Likwiduję wszystkie miniaturki, ponieważ zostało mi już niewiele, do przesyłki dołączyłem resztę kolekcji. Mam nadzieję, że tym sposobem sprawiłem Pani miłą niespodziankę. Pozdrawiam.” No pewnie, że tak, pomyślałam i natychmiast wysłałam podziękowanie. W sumie zamówiłam 8 sztuk, a otrzymałam 17.
Dziękuję serdecznie :)
*

*
Nie chciałam wszystkich rzeczy poustawiać jedno przy drugim. Wydaje mi się, że urok poszczególnych przedmiotów zagubiłby się w cieniu pozostałych. Rozparcelowałam wszystko na grupy.
*
Telefon, waga, oraz młynek stoją na górnej ramie lustra:
*
Lampka nocna (moja ulubiona cynka) stoi na podstawie lampy:

*
Dwa świeczniki dotrzymują towarzystwa małej ramce z aniołkami:

*
*
Czajnik, garnek, dzbanek, oraz kociołek usadowiły się na górze mikrofali,
pozostałe cztery kufelki zdobią parapet kuchenny w otoczeniu innych bibelotów:

*
*
Brakuje czegoś z kolekcji, ale o tym napiszę innym razem :)

*          *          *          *          *
Buszując w kufrze natknęłam się na komplet żeliwnych kluczy, o których już zdążyłam zapomnieć.
Teraz no nowo cieszę nimi oczy :)
*
*
Stara brytfanka, która kiedyś była idealna do pieczenia mięsiwa, obecnie doskonale sprawdza się jako pojemnik na eksponowanie muszli, przywiezionych przed laty z różnych zakątków przez moją Mamę.

Mam teraz w kuchni swój mały skrawek morza...
*
*          *          *          *          *
Nadciąga fala „afrykańskich upałów”, inaczej ujmując „zabójczych dni” dla ludzi chorych na serce i sprawy krążeniowe, czyli tym samym dla mnie :( Praktycznie wówczas nie jestem zdolna do żadnej pracy, więc przez ostatnie dni byłam na najwyższych obrotach, aby potem móc ograniczyć się z wszelkimi czynnościami do niezbędnego minimum.
Przyjaciel zaprosił mnie za wspólny wyjazd z jego znajomymi na coroczną imprezę w Otmuchowie - „Lato Kwiatów”. Powinnam dać już odpowiedź, ale doprawdy nie wiem jaką! Dzisiaj jeszcze czuję się znośnie, ale nie mam pojęcia co będzie jutro...? Ech, życie :(
Jeśli jednak zdarzy się cud, przywiozę zdjęcia i pokażę jak było.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i uważajcie na siebie,
tak wysokie temperatury potrafią być zabójcze.