27.05.2012

Kupiłam! Dzień Matki.

Za trzecim podejściem (wymarszem do miasta) wreszcie kupiłam letnie obuwie!
Ile się nachodziłam, namierzyłam, a przy tym nagadałam... Ale muszę przyznać, że tym razem miałam farta, bo nie dość, że trafiłam w moje upodobania, to jeszcze w cenę. Nawet nie pytajcie jaką kwotę na nie wydałam, za jednorazowe zakupy spożywcze w moim ulubionym markecie wydaję znacznie więcej... Zatem kupiłam bardzo, ale to bardzo wygodne klapki na platformie. Tył 6 cm, przód 2 cm. Wygodne niczym kapcie ;)
*

*
Znalazłam też takie „cacuszka”. Nie często trafiają mi się butki, które tak idealnie wpasowują się w mój gust. Są niby białe, ale z dużą domieszką czerni. Boki bucików uszyte są z czarnej siateczki. Średni obcasik 8 cm, zameczek, regulowany przód za pomocą wiązań i śmieszna cena. To wszystko sprawiło, że wzięłam aż dwie pary. W jednej zostawiłam białe sznurówki, w drugiej wymieniłam na długie, szerokie i oczywiście czarne. Niby te same buciki, a jednak inne:

*
*
Wczoraj był ważny dzień – DZIEŃ MATKI.
Dla mnie podwójnie ważny, gdyż mam ukochaną Mamę, i sama jestem matką.
Mój synuś spisał się niczym prawdziwy mężczyzna! Wyszedł na spacer, a wrócił z przepięknym bukietem herbacianych róż, kawałkiem ciasta i prezentem. Wyściskałam Go jak szalona, bo dokładnie wiedział, czym sprawi mi frajdę...
Wiedział, że „łasa” jestem na metal, szkło lub drewno...
Wiedział, że kocham stare „graty”...
Wiedział, że najpiękniejszy prezent będzie właśnie z targu staroci...
Dostałam cudny, na dużą świecę, platerowany świecznik.

Dziękuję Ci Synusiu :*

*
 W temacie róż też wiedział, że moje ulubione są białe i właśnie herbaciane.

A co ja kupiłam swojej Mamci? Wprawdzie sztuczny (ale o takim Mama marzyła) bukiet pięknej lawendy. Był tylko jeden, jedyny, ale wyjątkowo okazały, z mnóstwem kwiecia. Sama miałam na niego chrapkę (ale o tym cicho-sza) ;) Do tego dokupiłam 3 ozdobne ceramiczne kule różnej wielkości w kolorach wielu odcieni beżu i brązu.
Niestety, foteczki nie mam, zaniosłam zaraz po zakupie do Mamy.
Najważniejsze, że obdarowanej prezent bardzo przypadł do gustu :)

*     *     *     *     *
W kwestii zdrowego odżywiania...
Dzisiaj na śniadanko były 3 kromeczki wieloziarnistego chrupkiego pieczywa z rzodkiewką i rzepą czyli czarną rzodkwią. Ta ostatnia chyba nie należy do najpopularniejszych warzyw w naszym kraju, a wielka szkoda. Jest pyszna i bardzo zdrowa (zwłaszcza na włosy). Wystarczy obrać ją ze skórki, zetrzeć na tarce, skropić oliwą, dodać przyprawy, zioła i odstawić na kilka godzin. Polecam jako dodatek do kanapek i jako bazę do surówek warzywnych.
A co na obiad? Wątróbka drobiowa jako największe źródło łatwo przyswajalnego żelaza i witaminy B12, oraz dawka witamin w postaci surówki z pomidora, rzodkiewki, szczypiorku oraz ziół. Zero ziemniaczków, makaronu, a nawet kaszy. Tylko mięsko i warzywka.
Jeśli ktoś jeszcze nie jadł, życzę smacznego :)
*

*
Na koniec zdjęcia moich "Maluchów".
Ramzes w roli "Jogurtowego Cwaniaka" oraz Gajka w roli "Śpiącej Królewny".
Dodam, że jogurt był o smaku jagodowym ;)
*

*
Za oknami dzisiaj na przemian: słoneczko i deszczyk.
Chyba nie będzie przejażdżki rowerowej za miasto :(
Ale za to popołudniowy spacerek nie jest wykluczony :)

Pozdrawiam Was serdecznie