18.05.2012

Rewolucja ciała i duszy. Cz.I

W tym roku mój biologiczny licznik zmieni cyfrę...
Tak, tak, to ten magiczny czas dla kobiety, kiedy trójka  z przodu zamienia się w czwórkę. Od lat pokutuje przekonanie, że właśnie ta data stanowi niejako przełom w życiu każdego człowieka. Powstały piosenki na ten temat, filmy i slogany typu: „życie zaczyna się po czterdziestce”, „aby do czterdziestki, a potem to już z górki”...  Postanowiłam z tej okazji zrobić coś dla siebie, „odrodzić” w sobie młodość... Zaczęłam intensywny trening, którego myślą przewodnią jest hasło:

„OD MASZKARONA, DO LACHONA” ;)

Nie będę ukrywała, że przez ostatnie lata zmagałam się (i jeszcze zmagam) z nadwagą. Przyczyniła się do tego najpierw ciąża, a potem nieracjonalne odżywianie, brak ruchu, choroba serca i związane z nią stałe leki, które biorę od 16 roku życia, oraz depresja. Faktem jest, że nigdy nie byłam chudzielcem. Już jako nastolatka miałam zawsze „na czym siedzieć i czym oddychać”, co wprawiało mnie w zakłopotanie, bo zamiast przypominać licealistkę, wyglądałam jak w pełni rozwinięta kobieta. Mój biust po ciąży i półtorarocznym karmieniu piersią z „trójeczki” zamienił się w „piąteczkę” i taki niezmiennie pozostał do dzisiaj. Nabawiłam się kompleksów, i to jakich! Nie jest łatwo ukryć duży biust i tyłek rodem „Jennifer Lopez”. Po latach odkryłam, że to co było moją zmorą, może być moim atutem, ale na Boga nie w tym rozmiarze!!! Nie chciałam podjąć się żadnej z cudownych diet, gdyż te prędzej czy później prowadzą do efektu jo-jo. Postawiłam na radykalne zmiany; na zmianę stylu życia, odżywiania się, myślenia, zachowania i postępowania...
Po pierwszych tygodniach (2 miesiące) czuję te zmiany, widzę efekty, jestem zmotywowana do dalszych działań. Mogę powiedzieć, że w wieku 40 lat odradzam się na nowo...
I tu chciałam zaznaczyć, że w moim przypadku nie chodziło o „zgubienie” 2 kilogramów po zimie, ale pozbycie się balastu ok 15-20 kg! Początek był bardzo ciężki, ale efekty największe, co bardzo motywowało do dalszych starań. Po pierwszych 6 tygodniach zmiany stylu życia musiałam przerobić wszystkie swoje spodnie. Wycięłam 8 cm materiału na całej ich długości, przeszywając tym samym o całe 8 cm guzik w talii. Mija kolejny miesiąc, spadek wagi nadal jest zauważalny, ale już nie tak drastycznie. Staram się aby gubienie kolejnych kilogramów odbywało się w zgodzie z fizjologią mojego organizmu. A teraz chciałabym podzielić się z Wami kilkoma wskazówkami, które być może dla kogoś okażą się pomocne:

ODŻYWIANIE
Nie dla mnie wydzielanie porcji z linijką i odważanie kolejnych porcyjek. Nie dla mnie liczenie kalorii. Dlatego zaczęłam racjonalnie myśleć i postępować zgodnie z moją wiedzą, rozumem, i biologią organizmu. Ponieważ od lat zdawałam sobie sprawę, że na mój organizm zły wpływ ma tradycyjne pieczywo, postanowiłam zrezygnować z niego całkowicie w pierwszej kolejności. Zero chlebka, bułeczek, rogalików, bagietek, tostów, itp... Zastąpiłam  je pełnoziarnistym pieczywem chrupkim o zwiększonej zawartości błonnika, które spożywam tylko i wyłącznie na śniadanie w ilości 4 "deseczek". Wykluczyłam z diety sporą listę węglowodanów. Wykreśliłam słodycze, napoje, i wszelkie przekąski. Ostatni posiłek spożywam ok godz 18.
Co zatem jem? Jem chudy ser biały, mięso, wędliny, jaja, kasze, chrupkie pieczywo (w małych ilościach), płatki śniadaniowe, jogurt, owoce (w małych ilościach) oraz mega duże ilości warzyw. Niemal co drugi dzień robię różnego rodzaju surówki warzywne, które zjadam małymi porcjami ok 3 razy dziennie.
Co ważne, należy jeść posiłek wolno, nie spiesząc się, i nie popijając żadnymi płynami. Dobrze, jeśli kęsy są małe i starannie pogryzione. Proces trawienia rozpoczyna się już w jamie ustnej poprzez wydzielane enzymy trawienne zawarte w ślinie. Dlatego ważne jest, aby nie „rozcieńczać” ich płynami. Kolejny posiłek (nawet przekąska!) nie może być wcześniej niż co 3 godziny. Tyle czasu potrzebuje średnio nasz żołądek na strawienie poprzedniej porcji pokarmu.
*
*
*
*

ĆWICZENIA
I tu też miałam problem. Jak zmusić się do ćwiczeń, których nigdy nie lubiłam robić? :( Ale zaraz, przecież uwielbiam tańczyć! :) Codziennie poświęcam czas, aby do mojej ukochanej płyty z muzyką indiańską poszaleć aż do utraty tchu. Mam dość dopiero wtedy, gdy padam wykończona na fotelu ;)
Oczywiście nadal korzystam z twistera, i staram się przynajmniej raz dziennie na nim poćwiczyć.
*
*

"WSPOMAGACZE'
Pod nazwą tą kryją się tabletki wspomagające odchudzanie, które zdecydowałam się stosować w pierwszym etapie walki z nadwagą. Przyjmowałam naturalny błonnik, oraz zestaw substancji aktywnych zawartych m.in. w herbacie, białej fasoli, czy algach.
Ważne, aby środki te nie stosować długotrwale. Należy zaprzestać ich przyjmowania, w momencie, kiedy nasz organizm przyzwyczai się do nowych nawyków żywieniowych, czyli po około 2 miesiącach. Wykluczamy je z diety stopniowo, zmniejszając dawki na coraz mniejsze.
*
*
A oto i ja na samym początku drogi ku "odrodzeniu”...
*
*
Na koniec aby nieco podrażnić samą siebie:
"Słodkie wspomnienie" po czekoladkach, które dostałam z okazji Walentynek...
*
*
Trzymajcie proszę kciuki, abym wytrwała...
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)